środa, 6 lipca 2022

SŁONECZNA BUŁGARIA

 

      "...GDY  SŁOŃCE  BYŁO  BOGIEM..."


   

                        Słoneczno – kryształowy poranek zastał mnie na przejściu granicznym serbsko – bułgarskim w pobliżu miasta Zajecar, wśród wzgórz, lasów i łąk. Sprawna odprawa paszportowa i znalazłam się po dwóch dniach spędzonych w Serbii znów na terytorium UE, w Bułgarii.


                 ZAPOMNIANE MIEJSCE W EUROPIE


Program wycieczki przewidywał zwiedzanie jaskini Magura położonej w obwodzie Widyń, w pobliżu miejscowości Biełogradczik. Północno-zachodni skrawek Bułgarii, poza miastem-siedzibą obwodu to zakątek UE zapomniany przez „wielkich tego świata”,… a nawet przez Pana Boga. 

Co też to była za jazda! Droga o asfaltowej, kiepskiej nawierzchni, wąska, kręta, pełna stromych zjazdów i podjazdów, pośród zarośli, lasów i nieużytków; gdzieniegdzie spośród krzewów było widać gospodarstwa tak biedne, jakich jeszcze nie widziałam, a przy nich przydomowe ogródki, małe poletka, kilka kur, owiec i kóz - zwierząt hodowlanych biednych ludzi. Napotykane po drodze domostwa były stare, zniszczone, chyba po prostu porzucone przez mieszkańców, którzy wyruszyli w świat w poszukiwaniu pracy i chleba. Przez prawie dwie godziny nie widziałam dziecka, ani szkoły, tylko kilku starych mężczyzn gmerających w ziemi. Wreszcie wieś Rabishta, a za nią niewielki barak i tablice informacyjne sugerujące, że właśnie tu, wśród wonnych ziół i skał jest wejście do "innego świata" - do jaskini Magura...


Wejście do tajemniczej, krasowej jaskini...

              PODZIEMNY ŚWIAT JASKINI MAGURA

Przez zakratowany otwór, spod błękitu nad głową oraz słonecznego ciepła i światła weszłam w gęstniejący półmrok wielkiej groty. Schody prowadziły coraz niżej, było coraz chłodniej, wilgotno, czasem jakaś kropla kapnęła na czoło, mokro i ślisko.

Z czasem pokazywała się tu i ówdzie błotnista maź na obłych, wapiennych kamieniach ścieżki, szlifowanych przez setki stóp odwiedzających jaskinię. Znajdowałam się pośrodku jakiejś wielkiej, choć pewnie gdzieś ograniczonej "przestrzeni", której ciekawsze miejsca – skalne „ozdoby” oraz szlak turystyczny był słabo widoczny w nikłym świetle i trzeba było wspomagać się latarkami.

                                                    Wielka Sala Triumfalna

Byłam w Sali Triumfalnej – największej w jaskini Magura. Wg pomiarów liczyła ok.200m długości, blisko 50m w najszerszym miejscu i ok.20-tu metrów wysokości. 

Sala Triumfalna
Wokół, na dość pochyłym podłożu leżały porozrzucane bryły wapienne, dalej i niżej był niewielki staw. „Sala” od wieków „niesprzątana” z okruchów skalnych, do czego walnie przyczyniły się wstrząsy sejsmiczne, przechodziła w korytarze i sale szersze, to znów węższe, wyższe, niższe lecz jej wystrój, wcześniej uznany za nieporządek... był bardzo urozmaicony.

                                                  Nacieki na stropie Wielkiej Sali

Ściany pełne zagłębień, „żeber”, kawern o zaostrzonych brzegach przechodziły w równie pracowicie przez wodę rzeźbiony strop pełen „kiełkujących” stalaktytów. 
W zacisznych zagłębieniach kryły się plackowate „kolonie” pogrążonych we śnie nietoperzy; niesforna ludzka gromada szurająca w dole po ścieżce i hałasująca skłoniła kilku bardziej nerwowych „śpiochów” do bezładnego poszukiwania spokojniejszej „sypialni”, a ich przelot nad głową bynajmniej nie był dla mnie miłym doznaniem.

                                                   "Rosną" sobie stalagmity
     
                                              Przejścia między stalagmitami

Wędrowałam korytarzami, przy których „rosły” sobie pięknie wyrzeźbione stalagmity; kilka z nich miało duży obwód u nasady, zwężając się ku szczytowi, inne były wysokie, smukłe i lśniły od ściekającej wody.

                                          W wilgotnym, śliskim korytarzu...

                              Jest ławka, można przysiąść i chwilę podmarznąć
    
                               Krótki odpoczynek i kontynuuję podziemny spacer
 
Rozglądając się szłam dalej aż pojawiła się „kępa kolumn” – stalagmatów czyli stalaktytów połączonych ze stalagmitami – fantastyczne, bajkowe miejsce wśród ścian i leżących okruchów skalnych. Podziemny, nieznany świat, w którym panowała cisza ok.15 milionów lat, gdzie temperatura w upalny gdzieś tam, pod niebem dzień - nie przekraczała 12st.C, gdzie była wilgoć i ciemność, a na głowę kapała woda, jawił mi się jak jakaś nierealna, czasem w świetle latarek groźnie piękna lecz niegościnna kraina, miejsce - gdzie wyczuwało się niesamowitą moc Przyrody. Nieważne, że chwilami ślizgałam się w błotnistej mazi pokrywającej ścieżki, zapominałam o wstrętnych, „latających myszach” - byłam bowiem w świecie, gdzie czas i „fizyczne własności atmosfery” przestały być ważne.
   
                                                       Oryginalny stalagmit
   
Wędrówka przez krasowy świat jaskini

Przejścia, sale i korytarze

Między krasowymi „cudami” szłam rozglądając się wokół dobre pół godziny, aż znalazłam się w nieco cieplejszej i bardziej suchej części jaskini Magura. Według mojej wyobraźni i pozyskanej wiedzy dotyczącej życia ludzi w prehistorii i tej docierającej do mnie przez tour guide’a, „komfort bytowania” w Sali Triumfalnej i w jej pobliżu był zdecydowanie niższy i było tam chłodniej; zamieszkiwali ją mężczyźni: wojownicy, myśliwi, łowcy. Bliżej wejścia należało się spodziewać odwiedzin zwierząt – niedźwiedzi jaskiniowych – wielkości dzisiejszych niedźwiedzi grizzly, hien jaskiniowych – o uścisku ich szczęk chyba nie muszę przypominać. Kości tych zwierząt znaleziono w jaskini, a mógł się też trafić i tygrys szablozęby. Męska część lokatorów broniła dostępu do jaskini także przed innymi hordami ludzi chętnych do zasiedlenia jej począwszy od paleolitu, przez neolit, epokę brązu po wczesną epokę żelaza.


Nacieki jak włosy


GALERIA  MALARSTWA  NASKALNEGO 

STANOWISKO ARCHEOLOGICZNE


W bardziej przytulnej i cieplejszej części jaskini mieszkały kobiety, dzieci, ludzie starsi oraz szamani. Tu też odkryto prehistoryczną ludzką twórczość. 


Galeria naskalnego malarstwa

Tu były przygotowywane posiłki, uczty rytualne, świętowano udane polowania – odbywały się radosne tańce, szamani sprawowali obrzędy dziękczynne za to, że można się było najeść do syta, ogrzać się czy też obronić przed wrogiem…Utalentowani prehistoryczni malarze przygotowywanymi z glinki i odchodów nietoperzy „farbami” utrwalali te sceny na gładkich, białych, wapiennych ścianach skalnych, jak na płótnie...

                           Myśliwi za pomocą łuków polują na ptaki i ssaki

                                       Polowanie - pies towarzyszy myśliwym

                                       Taniec rytualny szamanów oraz kobiet

Tańcząca para
                                                       
Zniszczone malowidło przez ludzi i czas...
            
                                 Tańczące kobiety i odprawianie rytuałów

                                                          Zachowania rytualne

Oglądałam tańczące kobiety, szamanów i ich obrzędy, mężczyzn na polowaniu dzierżących łuki, biegającego psa, wielkie ptaki i zwierzęta – trofea myśliwskie, w tym późniejszą dziczyznę, pewnie w prehistorycznej potrawce.

Spoglądałam na sceny zbiorowe polowań, obrzędów i postaci ludzkich w ruchu, z perspektywy 12 – 8000 lat, z neolitu, z epoki brązu...

                                      Czyżby już wtedy Słońce było bogiem?

Najciekawszym, wg mnie, był rysunek uważany za pierwszy, najstarszy kalendarz słoneczny w tej części Europy.

                 Prawdopodobnie najstarszy kalendarz solarny w naszej części Europy

Pomyślałam – mój Boże, cóż za wyjątkowe miejsce ta jaskinia, gdzie mogę pooglądać te bezcenne, autentyczne dzieła człowieka z czasów, kiedy słońce, błyskawica i grom czy wstrząsy skorupy ziemskiej były "święte", były ciepłem lub gniewem "bogów". 

Wyobraźnia ludzka stworzyła te malowidła przeżywając zjawiska na co dzień, a dziś ja, na własne oczy oglądałam obrazy odległego w czasie życia, bo dotąd są dostępne dla każdego, dla wszystkich chętnych zwiedzających, nie tylko grup wycieczkowych, ale i indywidualnie, bez przewodnika.

  Zniszczone cenne dla nauki i kultury malowidła naskalne

  Obrazy z życia naszych przodków bezpowrotnie utracone...

Zauważalny jest także wandalizm – świadome niszczenie prastarych malowideł poprzez rysowanie, wydrapywanie znaków, kresek, linii trwający przez stulecia do aż do dziś. 

Jaka szkoda... Mimo to czułam zadowolenie, głęboką satysfakcję, że było mi dane oglądać oryginalną, autentyczną, bezcenną twórczość sprzed wielu tysiącleci – prastarą galerię obrazów ludzkiego życia, lub inaczej - to nasi przodkowie bezpośrednio opowiadają nam o swoim życiu.


PODZIEMNEGO ŚWIATA CIĄG DALSZY


Przy trasie spacerowej pięknie ukształtowana "kolumna"

Wilgotną drogą przemierzałam nadal jaskinię oglądając dzieła Natury – stalaktyty, stalagmity i oryginalnie ukształtowane kolumny.

                             "Umeblowanie" jaskini - ozdobne nacieki

To był niezapomniany spacer korytarzami wypłukanymi pracowicie w skałach wapiennych przez wodę, która tworzyła "umeblowanie" jaskini i zdobiła ją według własnego gustu. 

Trafiłam do chyba najbardziej "malowniczej" sali zwanej Salą Dwóch Braci. 

                                                            Sala Dwóch Braci

W tle białych ścian, stalagmitów i pięknie rzeźbionych, wysmukłych kolumn wyróżniają się dwa stożkowate, przysadziste stalagmity oddzielone od siebie ścieżką w towarzystwie "młodszych braci".

                        Dwaj Bracia w towarzystwie "rodzeństwa"- innych stalagmitów

                                      Dalszy, ozdobny w stalaktyty, korytarz 

                                               "Gęsiego" przez podziemny świat

                                                  W Sali Upadłej Sosny                   

Na uwagę zasługuje także Sala Upadłej Sosny. Zapamiętałam potężnych rozmiarów "szyszkę sosnową", tzn. obalony stalagmit o wielkich gabarytach wyglądający jak niesamowita szyszka sosnowa.

                             Największy stalagmit w jaskini Magura - Upadła Sosna

                                                                   Stalagmit

Pstrykając fotki szłam kamienną drogą wypatrując ciekawych miejsc w korytarzach.

Zauważyłam coś, co trochę zepsuło mi nastrój: działalność współczesnych  "malarzy"
bezmyślnie kreślących kreski, znaki, bazgroły przy trasie wycieczkowej i niszczenie tego, co tworzyła przez tysiące lat Natura. Szkoda!

                                        Bezmyślna działalność odwiedzających

                                 Żegnam podziemny, tajemniczy świat i jego ciszę

                      Przy wyjściu z jaskini powitanie boga - Słońce i pięknego jeziora

I szkoda, że po przejściu tego krótkiego odcinka zakończyłam swoją wędrówkę przez korytarze i sale jaskini w potężnym masywie Magura lecz skompensował mi pożegnanie z tym innym światem widok na błękitne, tektoniczne jezioro Rabishta w pełnym słońcu.        


fot.Ewa Utracka                                                                  Ewa Utracka                              

6 lipca 2022r
















wtorek, 7 grudnia 2021

RUMUNIA - CIEKAWE MIEJSCA

 

RUMUNIA; CIEKAWE MIEJSCA - CONSTANCA


Publiusz Owidiusz Naso, rzymski poeta z czasów panowania cesarza Augusta


                MORZE CZARNE...MORZE GOŚCINNE...,

                           I CONSTANCA


                  Pewnego popołudnia pod koniec sierpnia wspinałam się po spiralnych schodkach na widokowy ganek minaretu przy Wielkim Meczecie, na starówce Constancy. Gdy po chwili znalazłam się na ganku, ocierając pot z czoła – było duszno i gorąco w tej swoistej "klatce schodowej," z ciekawością pomieszaną z podziwem, "łapiąc" oddech rozglądałam się, a raczej po prostu gapiłam się na panoramiczny obraz. Było niezwykle, słonecznie i błękitnie nad głową, ciekawie, z dużą ilością różnych szczegółów na wysokości oczu i poniżej.        Widok z ganku widokowego minaretu przy Wielkim Meczecie Karola I na Starym Mieście Constancy na nabrzeże, basen portowy i stocznię                                     Secesja - styl zabudowy Starego Miasta Constancy                          Wieże katolickiej katedry pw. św. Antoniego Padewskiego                 Kopuły Prawosławnej Katedry pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła                                                            Marina w Constancy                          Morze Czarne, dachy Starówki i kopuły kościoła św. Michała                                                               Symbol islamu                                       Widok na Plac Owidiusza z ganku minaretu

Spoglądałam na Stare Miasto, jego uliczki i zabudowę z wyróżniającymi się obiektami jak świątynie, na istniejący od głębokiej starożytności plac Owidiusza, port wraz z jego urządzeniami, statkami przy nabrzeżu i stocznią, na białą marinę, na bulwary nadmorskie i park. 

Udało mi się nie widzieć "nowej", socrealistycznej Constancy, gdyż obrazy takiej zabudowy miałam w pamięci z własnego dzieciństwa, z początku lat 60-tych XX stulecia, spędzonego w krakowskiej Nowej Hucie; wypisz – wymaluj", okolice dawnego Placu Centralnego, "stalinowskie" blokowiska z jezdniami i torami tramwajowymi do huty im. Lenina w jedną i do starego Krakowa w drugą stronę. ..."O Nowej to Hucie Piosenka..." Ale – u nas "było i minęło" wstydliwie zasłonięte przez "zieleń miejską" czyli parki i skwery, oraz "rozpychające się" apartamentowce, a na obrzeżach Constancy wciąż nie brak osiedli mieszkaniowych z lat 50-tych, 60-tych, 70-tych, takich samych w każdym kraju byłego Układu Warszawskiego.

Z ganku minaretu oglądałam więc dachy odrestaurowanych starych kamienic, które jakimś cudem ocalały od bombardowań i wojennych zniszczeń, a dziś, odświeżone, czarują swoim stylem secesyjnym, bogatym w piękne zdobienia, z nutką Orientu. Patrzyłam na większe i mniejsze, lśniące, złociste kopuły cerkwi i wieże kościołów, wreszcie na basen portowy i morze połyskujące słońcem, miejscami spienione, wspaniałe, gdzieś w oddali zlewające się z niebem... Morze Czarne..., Morze Gościnne – Pontus Euxinus...

No i co, od czego zacząć nie zwiedzanie, raczej oglądanie tego, co zostawiła nam Historia, a w przypadku Constancy była ona długa i burzliwa; ostatecznie miasto – stolica Dobrudży, leżała i leży na styku kultur. Wystarczy wspomnieć, kto w tym mieście mieszkał i mieszka nadal: Rumuni, Turcy, Tatarzy, Romowie, Rosjanie, Grecy, Węgrzy, Żydzi, Ormianie, a nawet kilkudziesięciu Polaków.

Zaczynam, jak zwykle, od początku.

Trwała w najlepsze Wielka Kolonizacja grecka, tzn. okres w historii rozwoju naszej cywilizacji, kiedy to ruchliwi Grecy, którym było za ciasno w Grecji, przestało smakować wino i oliwa okazała się nie taka, ziemia za mało urodzajna i jak długo można było się bić z sąsiadami o byle co, złożyli ofiary swoim pobłażliwym bogom, wsiedli na statki i popłynęli przed siebie, poszukiwać nowych ziem do osadnictwa, innych kobiet, wina i przygód.

W VIw. pne tacy ciekawscy z Miletu wylądowali na bardziej na północ leżącym wybrzeżu Morza Gościnnego, prawie na krańcach ich Ojkumene. Mitologia jest bardziej hojna w informacje o szczegółach tej wyprawy. Otóż wiąże się ją z wyprawą po "złote runo" do Kolchidy, krainy "naftą" płynącej i też nią pachnącej, trochę tajemniczej, bo mglistej i nieco bagnistej. Przywódca Greków, Jazon, nie okazał się wielkim bohaterem ani jako człowiek, ani szczególnymi zdolnościami jako wojownik; za to rozkochał w sobie królewnę Medeę, kapłankę trudniącą się czarami. Młoda i podobno wielce urodziwa dama sama przyniosła Jazonowi "złote runo". Grecy wsiedli na statek i odpłynęli, a z nimi Medea jako małżonka przywódcy. O czym nie pomyślał Jazon, pomyślała kapłanka bogini czarów. Popełniła paskudny czyn, aby przerazić spodziewany pościg: zabiła swego młodszego brata i fragmenty jego ciała, po kawałku wyrzucała za burtę. Tym sposobem Grecy uratowali swą cenną skórę, a po wylądowaniu w wybranym uprzednio miejscu założyli miasto i nazwali je Tomis, co oznacza "kawałek". Może to bajka, a może nie do końca, może coś jednak w tym jest...?

Miasto rosło i bogaciło się przez następne stulecia. I oto pojawili się u bram uzbrojeni po zęby barbarzyńcy, o których od dawna w Tomis tylko słyszano, zwani Rzymianami. Okazali się oni legionistami czyli wojownikami dalekiego władcy, zajmującego po kolei piękne krainy Bałkanów i wraz z okolicą sięgającą po ujście rzeki Dunaj wcielili Tomis w granice wielkiego Imperium. Bogactwa w postaci wyrobów rękodzielniczych, podatki, także młodzi ludzie odpływali teraz do Rzymu - stolicy świata, do skarbca cesarza Augusta. Niebawem z rozkazu tego władcy poeta z Rzymu, Publiusz Owidiusz Naso osiedlił się w Tomis, bez prawa powrotu do ojczystego, kipiącego życiem i uciechami, Wiecznego Miasta, w 8r ne. Esteta i poeta, cieszący się popularnością nagle znalazł się w "areszcie domowym"; nie utracił ani majątku, ani nawet wolności lecz został pozbawiony kontaktu z rodziną, przyjaciółmi i skazany na dokonanie swego żywota gdzieś na końcu świata. Nie powiedziano mu nawet z jakiego powodu. Dziś można tylko spekulować, że przyczyna mogła tkwić w jego twórczości w oczach cesarza Augusta i jego następcy, Tyberiusza, nazbyt beztroskiej, wesołej i frywolnej lecz niezgodnej z polityką prospołeczną i prorodzinną obu panujących. Ostatecznie wówczas było w Rzymie zbyt wielu senatorów, rycerzy, urzędników, którzy powinni posiadać żony i liczne rodziny świecąc przykładem niższym warstwom obywateli, zasilających legiony w żołnierzy. Tymczasem Owidiusz był autorem słynnej "Ars amandi" – "Sztuki kochania" i wielu fraszek, lekkich i dowcipnych, a obaj cesarze z poczucia humoru nie słynęli. Nieszczęsny poeta pisał odwołania od wyroku, wiersze i pieśni pełne żalu i tęsknoty za ojczystym Miastem i bliskimi; być może z tych powodów odszedł na zawsze w 18r ne. Jedna z miejscowych legend głosi, że doczesne szczątki Owidiusza złożono pod pomnikiem, dziełem XIXw. zaś wielki plac nazwano Placem Owidiusza. 

Ok. II – IIIw. ne wzniesiono tu rodzaj "centrum handlowo-usługowego", które istniało do VIIw ne. Zwiedzając starodawną Constancę można obejrzeć rekonstrukcję tej budowli złożoną z trzech kondygnacji, gdzie znajdowały się sklepy, magazyny, kramy i warsztaty rękodzielników oraz zadziwiające posadzki mozaikowe, dobrze zachowane. Podczas prac wykopaliskowych odnaleziono mnóstwo przedmiotów codziennego użytku i broni. W IV w. ne w okresie panowania Konstantyna Wielkiego najważniejszą dzielnicę miasta nazwano Constantiana od imienia siostry cesarskiej. Tomis założone na półwyspie zawsze było ważnym portem morskim. Po upadku Cesarstwa Rzymskiego dostało się pod panowanie Bizancjum. Począwszy od XIVw. zaczęły się najazdy i wojny z Turkami osmańskimi; miasto utraciło swoje znaczenie na kilkaset lat. Pozostała niewielka osada biednych ludzi walczących o przetrwanie i żyjących wspomnieniami czasów świetności.

Przyszedł XIXw, czas wojen krymskich, przegranych przez Rosję, z Anglią i Francją oraz Turcją, którą wspomniane mocarstwa wsparły. Działania wojenne toczone na lądzie i na Morzu Czarnym przyniosły mnóstwo ofiar wśród walczących armii. Zwycięzcami okazały się państwa, które miały nowocześniejszą broń, okręty wojenne i posługiwały się telegrafem. Zacofana, słabo uprzemysłowiona, feudalna Rosja przegrała. Sułtan postanowił reaktywować port w Tomis zwanym odtąd Constantianą. 

Miasto i port ze stocznią rozwijało się nadzwyczaj szybko, odzyskując znaczenie. Równocześnie kształtowało się państwo rumuńskie złożone z Mołdawii i Wołoszczyzny. W 1878r Dobrudża z Constancą przypadło królestwu Rumunii i dziś miasto z rejonem stanowi jeden z najważniejszych ośrodków przemysłowych, handlowych i turystycznych współczesnej Rumunii.                                Wilczyca kapitolińska karmiąca Romulusa i Remusa 

Idąc gwarną ulicą w pobliżu pięknej rzeźby Wilczycy kapitolińskiej karmiącej Bliźnięta, symbolu więzi ze starożytnym Imperium Romanum, ujrzałam Muzeum Sztuki Ludowej, elegancki obiekt w stylu secesji z "nutką" Orientu; tak zaczęłam spacer po Starówce.                                              Muzeum Sztuki Ludowej w Constancy                                                       Na główej ulicy Starego Miasta             

                                                     Główna ulica Starówki

Szłam pośród restauracji pod parasolami, tysiąca kawiarenek, sklepów i magazynów mody.                                                                Synagoga (XIXw.)

Spoglądałam na odświeżone kamienice z balkonami z ozdobną kamieniarką lub obarierowaniem, na XIX-wieczną synagogę. Doszłam do rozległego placu Owidiusza, centrum Starej Constancy.                                 Plac Owidiusza - centrum Constancy i starego Tomis                                                               Plac Owidiusza                                          Muzeum Historii i Archeologii (XIXw.)                              Starożytne osady w Dobrudży w pobliżu Tomis (Constanca)

 Wspaniale prezentował się się secesyjny gmach Muzeum Historii i Archeologii z końca XIXw zdobny w różne detale architektoniczne, charakterystyczne dla tego stylu. Zwiedzaniu ekspozycji Muzeum trzeba było poświęcić więcej czasu by choć "rzucić" okiem na parę setek artefaktów z okresu starożytności; na terenie Constancy istnieją bowiem dwa stanowiska archeologiczne, skąd one pochodzą, a także inne relikty z historii miasta i  regionu.

         Pomnik Publiusza Owidiusza Nasona (XIXw.) przed gmachem Muzeum

Przed gmachem Muzeum, na wysokim postumencie, zdobny w poetyckie laury i napisy stoi pomnik Publiusza Owidiusza Nasona, w rzymskiej todze.   

                                   Stela z greckim napisem

Znalazłam także stele z żałobnymi historiami w języku greckim i łacińskim, jedną z nich nawet przetłumaczono na język angielski.                                     Elegancki obiekt secesyjny z "odrobiną" Orientu         Starożytne "centrum handlowo-usługowe"(II/IIIw. ne) w Tomis (rekonstrukcja)                 Wnętrze "hali" oraz prawdopodobnie wejście do sklepu lub warsztatu

 Parę chwil poświęciłam na oglądanie mozaik podłogowych w starożytnym" centrum handlowo-usługowym", amfor itp przedmiotów.                                                              Mozaika podłogowa                                                     Amfory na oliwę i wino

Następnie udałam się do Wielkiego Meczetu Karola I-go. Na dziedzińcu zobaczyłam otwarty Koran i zaglądnęłam do wnętrza świątyni, której posadzka była pokryta dywanem ważącym 1080 kg zaś kopuły i ściany zdobiły motywy roślinne i geometryczne charakterystyczne dla sztuki islamskiej.

Meczet Mahmuda II zwany Wielkim Meczetem
Ponieważ Meczet ten zbudował miejscowym muzułmanom król Karol I zwany jest też Meczetem Karola
Wnętrze  świątyni
Wnętrze meczetu
Dywany w meczecie
Otwarty Koran eksponowany na dziedzińcu meczetu

Potem oglądałam panoramę z ganku widokowego minaretu odbicia obiektu w szybach pobliskich budynków.

                       


Starożytne Tomis oglądane na stanowisku archeologicznym
Budynek mieszkalny w trakcie odnawiania w bocznej ulicy
Budynek - relikt starej Constancy

 Zauważyłam, że przy bocznych ulicach starówki wiele kamienic zachowało się jeszcze z lat przed II wojną światową, a nawet wcześniejszych, które - choć nieodremontowane zachowały swój dawny styl. 

Doszłam do katedry katolickiej pw. św. Antoniego Padewskiego; akurat odbywała się msza św. w obrządku łacińskim        

               Katolicka katedra pw. Św. Antoniego Padewskiego

                                                               

Msza św. wieczorna
Świątynię odbudowano w stylu neoromańskim, surowym, o wąskich oknach, ceglanych ścianach, stropach, kolumnach, kaplicach i wieżach, z rozetą, w I poł XXw

Sobór pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła oraz widoczne ruiny starożytnego Tomis

W pobliżu, przy tej samej ulicy, stała następna świątynia – Prawosławna Katedra Świętych Apostołów Piotra i Pawła, zbudowana w stylu grecko -
rzymskim w XXw, posiadająca cenne zabytki sakralne – piękny ikonostas, chór i freski. Otaczały ją drzewa parku z wspomnianym kompleksem archeologicznym.
Sąd ostateczny i wykonywanie kary
Grupa grzeszników - pijaków i eskortujący ją diabeł   
Na zewnętrznym murze katedry, przy wejściu, widać freski przedstawiające Sąd Ostateczny i różne grupy grzeszników eskortowanych przez służbę piekielną czyli "bardzo ogoniastych i rogatych" do Czyśćca i dalej, do Piekła. Prawie słychać, jak diabelstwo łupi ze skóry skazańca, a ten się drze, biedaczysko. Innych nieszczęśników się spycha i topi w ogniach piekielnych i w smole... Ale - na szczęście już widać Morze Czarne... 

Budynek Akwarium przy Bulwarze Elżbiety

Oto pomnik pierwszej rumuńskiej królowej, Elżbiety, uzdolnionej poetki, która nazywała siebie Carmen Sylva.

Pomnik królowej Elżbiety, uzdolnionej zwanej Carmen Sylva 

Elżbieta, nieszczęśliwa z powodu utraty swej jedynej, ukochanej córki, stworzyła sobie własny świat, w którym dominowały sztuki piękne – malarstwo, poezja, muzyka i spotkania z artystami. Jej imię nosi nadmorski bulwar w Constancy, Bulwar Elżbiety. Minęłam zamknięte Akwarium; wdychając morskie powietrze i nie spiesząc się, zmierzałam w stronę "etykietki" Constancy – pięknego, secesyjnego kasyna (z 1909r)

Morze Czarne
Secesyjne kasyno z 1909r
Nad Morzem Czarnym

Wielka szkoda, że taka budowla, niegdyś świetnie urządzona i luksusowo wyposażona, gdzie tracono lub zdobywano majątki – zależnie od szczęścia w grze w ruletkę, gdzie perlił się szampan, a na niejednym damskim dekolcie lśniły brylanty – najlepsi przyjaciele kobiet, gdzie słychać było śpiew i dżwięki muzyki już dawno, bo po zakończonej wojnie opustoszała i niszczeje, trawiona przez czas. Wokół kasyna jest taras, z którego można do woli spoglądać na morze w barwach adekwatnych do pory doby.

Nadmorskie ptactwo
Fale morskie przy kamienistym brzegu

W tym temacie wypowiedział się niegdyś Ajwazowski, malarz-marynista, ukazujący pejzaże morskie o każdej porze dnia i nocy, przy obłokach i księżycu, przy spokojnej toni i podczas sztormu, np obraz pt.,"Dziewiąta fala," który na zawsze" wpisał" mi się w pamięć. Wszystkie jego obrazy są bardzo prawdziwe i tak fantastyczne, jak Morze Czarne.                                                     Latarnia morska Genueńczyków

Jeszcze parę chwil przechadzki i ujrzałam genueńską Latarnię Morską z 1860r o wysokości 8m, białą altankę i park Nadmorski Bulwar Elżbiety                                                   Nadmorski Bulwar Elżbiety                                    "Słońce już zaszło, wieczór był ciepły i cichy..."                                              Wieczorem, nad morzem, w Mamaji...                                                                     Magia wieczoru

Zapadł zmierzch; zapanowała cudowna cisza wieczoru nad morzem i światem; tylko w oddali migały światła, ludzie odpoczywali, bawili się...                                                       Widok na port Constancy

A nazajutrz była plaża, woda zimna jak licho i zimny wiatr z pn-wsch, więc niestety, kąpieli nie było. Ale był wspaniały spacer brzegiem morza z Mamaji w pobliże Constancy i z powrotem.                                                          Rozległe plaże Mamaji                                                            ...na plaży fajnie jest!                                    Nasi czterołapni przyjaciele też lubią kąpiel

Parasailing

Było pięknie – błękitnie, złociście, z perlistymi grzywami fal Morza Czarnego.


 fot. Ewa Utracka                                                             Ewa Utracka