czwartek, 14 maja 2020

CHORWACJA - CIEKAWE MIEJSCA





                                                      Mapa południowej Dalmacji
   Google Earth 
                                                             Stare Miasto Korcula
                              Stare Miasto Korcula; widok z cieśniny Peljeskiej


     DALMATYŃSKA KORCULA W WENECKIM LUSTRZE

         Korcula - wyspa i miasto skąpane w słońcu, stare – jak otaczający je świat wysp tkwiących w lazurowym morzu, wśród bliskich i odległych łańcuchów górskich o nagich, szaro-białych graniach, smaganych zimowymi szkwałami...
Zasiedlali je ludzie; bohaterowie wojny trojańskiej - na pół mityczni, potem Ilirowie – dzielni zdobywcy, którym za mało było stałego lądu, wreszcie ruchliwi, filozofujący 
i mędrkujący Grecy, którym zbyt ciasno było w rodzinnej Helladzie. 
Oni byli pierwszymi budowniczymi osad, które stawały się z czasem portami czy też państwami – miastami, przynosząc ze sobą sztukę budowlano – architektoniczną i piękno na co dzień. 
Po nich przyszli Rzymianie, na mieczach niosąc prawo i organizację życia oraz tworzonych instytucji, ale także niewolnictwo i przemoc. 
Wieki średnie narzuciły władztwo Bizancjum. 
W VII w. pojawili się i zawładnęli miastem i wyspą Słowianie, a pamięć o sobie utrwalili poprzez imię króla Chorwatów ,Tomisława I, wymienione na głównej bramie wiodącej do Korculi.
W X w. zaczęło się panowanie morskiej republiki dożów – Wenecji, czego symbolem jest płaskorzeźba Lwa św. Marka na tejże bramie. Panowanie, zwłaszcza tej ostatniej potęgi odcisnęło się na wszystkich dziedzinach życia Korculan, widoczne zwłaszcza w budowlach sakralnych, mieszkalnych, obronnych i w sztuce. Wtedy to zaczęło rosnąć i "kształtować się " miasto Korcula na małym półwyspie, od stałego lądu – długiego półwyspu Peljesac, oddzielone "kanałem"(cieśniną) Peljeską.
Jest bardzo prawdopodobne, że rozbudowa miasta odbywała się zgodnie z ówczesnymi planami architektonicznymi czyli według wzorów weneckich.
Zdarzały się okresy, że wpływy obce słabły, Korcula cieszyła się niepodległością; 
i tu należy wspomnieć, że w 1214r władze ogłosiły jeden z pierwszych statutów w ówczesnej Europie – Statut miasta i wyspy Korcula znoszący niewolnictwo, który był najstarszym słowiańskim zbiorem praw.
Upłynęło zaledwie kilkadziesiąt lat wolności i Korcula wróciła pod panowanie weneckie, a dalsze"zawirowania historii" przyniosły władzę królów węgierskich, panów bośniackich, książąt Splitu i Republiki Dubrownickiej.
Z końcem XVIII w. powróciła w "ręce" weneckie, przeżywając napady piratów i epidemię dżumy. Epokę Napoleońską na Korculi zakończył Kongres Wiedeński i znalazła się ona wraz z Dalmacją pod panowaniem Imperium Habsburgów.
Traktat z Rapallo z 1920r przyznał Korculę Jugosławii; aż przyszedł 1991r, kiedy to wyspa i miasto znalazły się w granicach Republiki Chorwacji, z którą związany jest byt i każdy dzień jej mieszkańców.
                                                 Stare Miasto Korcula
Z "lotu ptaka"miasto Korcula wygląda jak "szkielet ryby"; zachowało bowiem swój średniowieczny układ ulic i placów. Ulice, a właściwie uliczki łącznie z główną są wąskie, kamienne i często ze schodami. Domy mieszkalne to dawne pałac"weneckie" "ojców miasta", bogatych kupców i żeglarzy oraz duchowieństwa, w których są widoczne wpływy gotyku weneckiego, renesansu i baroku. 
Zabudowa jest dość wysoka, zwarta, dlatego też mówi się "klimatyczna", gdyż w upalne dni wraz z dziedzińcami i małymi ogrodami zapewnia ożywczy cień, a w czasie krótkiej, śródziemnomorskiej zimy chroni od wichrów i deszczu. 
Generalnie – błękitny Adriatyk i Morze Śródziemne obdarzają wyspę i jej "sąsiadki" łagodnym klimatem czyniąc Korculę wyspą skąpaną w słońcu. 
Miasto Korcula nie ma plaż, wybrzeże w jej okolicy jest skaliste. Niewielki półwyep otaczają przystanie dla różnych jednostek pływających zapewniających transport, komunikację i handel oraz warunki do uprawiania żeglarstwa.
                                                         Przystań w Korculi
Pewną zagadką była dla mnie obecność wody pitnej na wyspie. Przejechałam ją autokarem "wzdłuż i wszerz"i nie widziałam żadnych wód powierzchniowych tj rzeki, strumienia, choćby stawu czy jeziorka. Tylko miejscowość Blato w środku wyspy zapewnia jej części wodę "głębinową", pozostałym jest ona dostarczana ze stałego lądu.
                                             Korcula - widok na Starówkę
Płynąc kanałem Peljeskim widać solidne mury obronne i wieże (kula) strażnicze w murach zapewniające bezpieczeństwo miastu. Ponad murami piętrzą się domy pokryte czerwoną dachówką, a ponad nimi dominuje wspaniała, gotycka wieża katedry św. Marka. 
                                    Wieża Revelin z bramą do Starego Miasta
        Upamiętnienie króla Tomisława I Wielkiego oraz Le św.Marka - symbol Wenecji
Wspięłam się po schodach i przeszłam przez bramę miejską w czworokątnej wieży Revelin z 1498r i znalazłam się w starym, bardzo starym mieście, w innym świecie..
                                                      Już w świecie Historii...
Z jednej strony wąska uliczka w cieniu grubych murów, na pewno po każdym napadzie czy oblężeniu wzmacnianych i poszerzanych; z drugiej strony loggia miejska, parter ratusza. 
                                                                 Loggia miejska
Tam, siedząc w cieniu, słuchałam dziejów miasta i wyspy oraz opowiadań przewodnika miejskiego o obiektach godnych uwagi każdego cudzoziemca. 

                                                                  W loggii
Zdobywszy nieco informacji wyruszyłam w świat, który minął, a jednak nie sposób tu o nim zapomnieć!

                                                           Stare Miasto Korcula
Szłam kamienną ulicą zaglądając w wąskie uliczki, patrząc na parusetletnie domy wciąż zamieszkałe, a więc "żyjące".
                                           Katedra św. Marka (XIV - XVI w)

                                Kopuła i "koronkowe"zwieńczenie katedry
Przy niewielkim placu św. Marka odwiedziłam najcenniejszy zabytek Korculi – katedrę św. Marka, wznoszoną na fundamentach XIII-wiecznej świątyni przez blisko dwa stulecia (XIV – XVIw), gotycko – renesansową, wyróżniającą się wysoką wieżą widoczną z daleka, białą kopułą dzwonnicy, zaopatrzoną w misterną, wprost koronkowej roboty loggię. 
                                                  Wieża katedry i dzwonnica
Spragnieni pięknych widoków mogą się tam pofatygować, byle ostrożnie, lecz jest co podziwiać! Wejście do katedry zdobi wspaniały portal ozdobiony rzeźbami Pierwszych Rodziców oraz zaklętymi w kamieniu zwierzętami i motywami roślinnymi. 
                                                           Portal katedry
                                            Element ozdobny przy portalu
Nawę kończy prezbiterium, a w absydzie pod marmurowym baldachimem stoi Madonna z Dzieciątkiem – obie figury w pozłocistych szatach i koronach. 
                                                Ołtarz główny w absydzie 
                            NMP z Dzieciątkiem pod marmurowym baldachimem
                         Mozaika przedstawiająca Maryję Królową z Dzieciątkiem
Ponad baldachimem widnieje mozaika z wizerunkiem Maryji Królowej, tulącej Dzieciątko Jezus.
W ołtarzach katedry można spotkać obrazy mistrzów pędzla włoskiego odrodzenia jak Bellini czy Tintoretto. W stulecie póżniej dobudowano kaplicę św. Rocha, który miała chronić wiernych przed dżumą.
Przy placu św. Marka stoi kościół pw. św. Michała o skromnym lecz eleganckim wystroju wnętrza; zwraca uwagę krzyż z cierpiącym Jezusem przed ołtarzem.
                                                         Kościół św. Michała
                                    Nawa kościoła z wyeksponowanym krzyżem
Po drugiej stronie placu św. Marka odwiedziłam kościół Matki Bożej z wbudowanymi w posadzkę płytami nagrobnymi i herbami właścicieli spoczywających w kryptach; świątynia bowiem jest prywatna. 
                                                 Kaplica pw NMP, prywatna
                                                          Herb właścicieli
                                                        Płyta nagrobna
Idąc wzdłuż placu napotyka się pałace z widocznymi wpływami gotyku weneckiego, renesansowy jest pałac biskupów Korculi, z balkonami, jakie widuje się w Wenecji i Dubrowniku. W jednym z takich "weneckich" pałaców mieści się Muzeum Miejskie pełne zabytków sztuki. Te pałace należały do patrycjatu miasta Korcula.
                                                          Pałace "weneckie"
                                               Pałace patrycjatu Korculi
                                  Pałac biskupów Korculi z długim balkonem
                                      Oznaka godności biskupiej na elewacji
                                          Jedna z bocznych uli Starówki
Nieopodal placu św.Marka przy wąskim placyku znajduje się stary, obecnie odnawiany dom, będący domniemanym miejscem urodzin w 1254r średniowiecznego podróżnika Marco Polo.
                             Wg tradycji, dom Marco Polo (w remoncie); XIII w.
W tym domu zgromadzono pamiątki z odległych czasów, mogące pozostawać w związku z rodziną Polo. Dom jest mały i posiada czworokątną wieżę, jak wiele domów w samej Wenecji! Na murze przy domu znajduje się mapa przedstawiająca wielką podróż Marco Polo oraz jego ojca i stryja na dwór Wielkiego Chana Kubiłaja, 
władającego Państwem Środka, która trwała wiele lat. 
                                               Trasa podróży Marco Polo
Użyto tu przydawki "domniemany" dom, gdyż Wenecja przyznaje się do Marca Polo lecz z dużą dozą nieufności odnosiła się zawsze do dzieła będącego opisem tej podróży, choć to "Opisanie świata" wykazuje dużo prawdy.
O odbywaniu przez podróżnika wieloletniej kary więzienia w Wenecji wspomina się rzadko. 
                            Kościół pw św. Piotra, najstarszy w Korculi (XI w)
                                  Płaskorzeźba św. Piotra Apostoła na elewacji
W pobliżu domu Marca Polo znajduje się bodajże najstarszy, bo wzniesiony w XIw kościół św. Piotra z płaskorzeźbą Apostoła ponad wejściem i ze starodawną chrzcielnicą. 
                                                          Wnętrze kościoła
                                                         Chrzcielnica
                                                 Strop romańskiej świątyni
Wreszcie postanowiłam zmienić trasę zabytkową na krajobrazową z zabytkami w tle.
                             Ulice zabytkowego centrum Starówki
Po schodach mijając wieżę i klasztor Wszystkich Świętych weszłam na drogę wiodącą wzdłuż murów obronnych, skąd do woli można było sycić oczy i pamięć nieprawdopodobnie pięknymi widokami.
                   Wejście na drogę wzdłuż murów obronnych wokół Starego Miasta
                               Krystalicznie czysta woda morska u stóp murów
                                Przystań, marina i dzielnica mieszkalna Korculi
Wzdłuż drogi, po obu jej stronach można odpocząć na ławkach, wstąpić do kafejki niekoniecznie na kawę, gdyż z wysokiego błękitu przyglądało się spacerowiczom słońce uświadamiając im, że należy orzeźwić się jakimś napojem; głodni oraz amatorzy i znawcy dalmatyńskich smaków szukali "miejsca zakotwiczenia", a wybór mieli szeroki. Idąc drogą spoglądałam na stylowe domy; większość posiadała balkony, okna zasłonięte żaluzjami lub przypominające weneckie.
                                           Zabytkowa zabudowa mieszkal
                                      Każdy dom posiada balkon z pięknym widokiem
                                 
                                       Uliczka wiodąca do placu św. Marka
                                  Przy trasie "spacerowej" knajpka "sub Jove
W kanale Peljeskim panował ruch pomiędzy osiedlami na płw. Peljesac a przystanią u stóp Starej Korculi. Niezapomniany był widok na biały, wapienny grzbiet górski biegnący wzdłuż półwyspu, fantazyjnie i delikatnie rzeźbiony ręką chyba samego Pana Boga; poniżej zdobiony zielenią roślinności naskalnej, krzewami, potem zapewne drzewami.
                                   Półwysep Peljesac i kanał Peljeski
                                  Widok z murów miejskich w stronę Orebića
                                                     Rzut oka w uliczkę
                                                      Wenecka zabudowa
                                                        Wieża Zakrjan
Ciemna zieleń sosen wypłaszczała się w wybrzeże, gdzie przycupnęły białościenne domy z czerwonymi dachami pośród ogrodów i winnic, a wśród nich letniskowe miasteczko Orebić. Na górskim zboczu, powyżej Orebića widnieje kościół i klasztor franciszkański.
Na trasie mego spaceru znalazła się wieża o dźwięcznej nazwie Zakrjan, na którą postanowiłam się wspiąć. Po drodze na koronę więży spotkałam to, co pozostało z jakiegoś dzielnego woja – obrońcy czyli zbroję i "sprzęt" rycerski.
                                  "Spotkanie" w wieży w drodze na jej koronę
Tkwiłam wśród turystów na tej koronie i zobaczyłam przepiękną panoramę dalmatyńską... Bez komentarza... Niesamowity widok na Starą Korculę w promieniach słońca. na tle gór w cieniu... 
                                               Widok na Starą Korculę
                                                            ...i kanał Peljeski
Pod wrażeniem, zeszłam z wieży i powędrowałam dalej.
Przez bramę ujrzałam na małym, cienistym dziedzińcu bawiące się dzieci. Z miejsca owianego urokiem dawnych wieków usłyszałam beztroski śmiech i przekomarzanie się "szkrabów". 
                                 Cienisty dziedziniec przy zamożnym domu 
                                                     Strażnica Bokar
Przede mną wyrosła wieża Bokar; przystanęłam. 
By zrobić zdjęcie, spojrzałam w dół na bulwar, kwitnące krzewy i statki wpływające do przystani. I znowu – pięknie!
                                        Chwila odpoczynku...w cieniu 35st C
                                                        Widok na więżę i bulwar
Po chwili zainteresowały mnie zaułki i ciemne uliczki, gdzie były domy stare, opuszczone, z ostrzeżeniami na tablicach i bardzo "zakocone". 
Kot gonił kota, kot w każdym oknie obok kwiatów jak figurka, kocie zabawy co krok, ale to było takie sympatyczne. 
                                          Ciekawe elewacje domów i schody
                                                   "Ukwiecony" zaułek
                                     Widok z drogi wzdłuż murów na przystań
                                Uliczką, po schodkach do placu św.Marka


Zaułki i ukwiecone kamienne uliczki, a nad nimi przewiązki i suszące się "pranie", uliczki kręte, ze schodkami, które wiodły aż do placu św. Marka – serca miasta. Powędrowałam jedną z nich, po schodach i doszłam do pręgierza miejskiego. 

                                                        Pręgierz miejski

Przyglądnęłam się murom obronnym – były masywne, mogły dawać ludziom poczucie bezpieczeństwa. 

                          Mury obronne miasta (XIII-XV w) i uliczka wzdłuż murów

Szłam sobie wolno będąc wciąż pod wpływem aury, którą chłonęłam w tym uroczym, ciekawym mieście, lecz czułam, że trochę mi zabrakło muzyki, muzyki bardzo cichej, dawnej, sakralnej w katedrze św. Marka, i chóralnej, tradycyjnej - gdzie indziej, unoszącej się w powietrzu, dobiegającej nie wiadomo skąd, która znakomicie podkreśliłaby niepowtarzalny nastrój odwiedzanych miejsc.

                                   Wieża Revelin i brama od strony miasta
                                               Madonna z Dzieciątkiem czuwa
       Tablica z tekstem pochwalnym, pełnym wdzięczności wobec Patronki miasta
Wreszcie znalazłam się przy bramie, gdzie ujrzałam piękny wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem, która wspierała Korculan przez stulecia w ich dziejach trudnych od zmieniających się władz począwszy, strzegła ich bezpieczeństwa i spokoju, majątku i zdrowia, zawsze czczona i sławiona przez pokolenia wdzięcznych podopiecznych.
Jeszcze chwila przemyśleń i...bez szczególnego entuzjazmu przeszłam z magicznej krainy Historii w ruchliwe i głośne "dziś".

                                                   Żegnaj, piękna Korculo!

                     Młodym turystom, moim wnukom Maćkowi i Piotrusiowi
                                        wspomnienie tego starego, uroczego miasta 

                                                                                                  dedykuję


                                                                                              Ewa Utracka
fot. Ewa Utracka
Maciek Utracki


sobota, 2 maja 2020

CHORWACJA; KORCULA - WYSPA PEŁNA SŁOŃCA



 
                                      Fragment mapy wybrzeża południowej Dalmacji
   Google Earth 
                                              Z Dubrownika do przeprawy promowej
                                                        Południowa Dalmacja

                             ZATOKA I MIASTO VELA LUKA

          W upale godzin popołudniowych jechałam autokarem "Jadranką" z Dubrownika przez południową Dalmację do przeprawy promowej na wyspę Korculę. Pięknie wyrzeźbione przez erozję góry, wysuszone trawy, drzemiące osiedla, autostrada, potem droga i miasto Ston z zabytkowymi murami obronnymi, wspinającymi się pod górę "tonęły w cieple" naszej gwiazdy dziennej. 
                                      Zabytkowe mury obronne miasta Ston
              Półwysep Peljesac; miasteczko z przeprawą promową w pobliżu Ston

Jeszcze chwila w chłodnym wnętrzu pojazdu i wysiadłam na parkingu pod palmami. Do przystani zbliżał się wielki prom. Od razu całe otoczenie się ożywiło: samochody osobowe, ciężarowe i nasz autokar "ustawiły się" w kolejce, by wjechać do wnętrza statku. Pasażerowie szli z boku , jeden za drugim i zajmowali miejsca na pokładach. Załadunek poszedł sprawnie i... odbiliśmy od nabrzeża.
                                          Kolejka samochodów do promu
                               Wjazd samochodów i wejście pasażerów na prom
                                            Półwysep Peljesac; marina

Stałam na górnym pokładzie znajdując się w centrum fantastycznej krainy. 
Nieważne, że wiatr był trochę chłodny, a słońce dobrze przygrzewało: takiej malowniczej panoramy, jaką oglądałam - nie zapomnę nigdy. 
Z mojej morskiej podróży zapamiętałam Korculę jako długie, zielone wzgórze o wielu kulminacjach i obniżeniach, lesistych stolach schodzących do morza, czasem wypłaszczających się, zakończonych kamienistym obrzeżem lub gościnną plażą, lecz zawsze tworzących urocze zatoczki. 
Zapamiętałam niewielkie osiedla, hodowle małży i parę małych wysepek.
Wyspę Korculę pokrywa szalona, bujna zieleń wyrosła na brunatnej zwietrzelinie skał wapienno - dolomitycznych – taką ją oglądałam z pokładu promu, który płynął ku zachodniej części wyspy. 
Wreszcie "kolos" zawinął do zatoki o nazwie Vela Luka i po chwili zacumował w przystani. Na powierzchni wody zaroiło się od łodzi motorowych – to mieszkańcy miasta Vela Luka proponowali usługi transportowe upatrzonym pasażerom zmierzającym do pensjonatów i hoteli po drugiej stronie zatoki.
                                                  Vela Luka - miasto i przystań
Vela Luka to najludniejsze, bo liczące 4 – 5 tys mieszkańców miasto, o zwartej zabudowie typowej dla małych, słoneczno - sennych miast Południa z dominującą nad domami wieżą kościoła pw św. Józefa, które rozłożyło się nad "zatoką zatoki" Vela Luka.
Kiedyś, w "odległej" historii mieszkali tu Ilirowie i Grecy, którzy założyli osadę
rybacką, o czym świadczą znaleziska archeologiczne w sąsiedztwie groty w lesie na wzgórzu, ponad miastem. W wiekach średnich i później mieszkańcy niejednokrotnie bronili się przed grasującymi na wodach Adriatyku, piratami. 
Zawsze jednak osada dźwigała się ze zgliszcz i z upływem czasu nabierała charakteru małego miasta. Stała się nim wraz z pojawieniem się przemysłu stoczniowego i przetwórczego, zaspokajającego lokalne potrzeby; ale to już był XXw. 
Do dziś przy nabrzeżach cumują statki towarowe, wycieczkowe, łodzie motorowe i inne jednostki pływające "rodem" ze stoczni w Vela Luka. Zatoka Vela Luka jest miejscem bardzo ruchliwym, a tutejsza przystań promowa jest połączona linami rejsowymi z wieloma miastami i kurortami na stałym lądzie.
Pewnego popołudnia skorzystałam z "deptaka", o którym dowiedziałam się, że można obejść zatokę i wyruszyłam na spacer wzdłuż nabrzeża.
                                                 Widok na miasto i marinę

Oglądałam różne łodzie motorowe, jachty i stary statek, który na pewno odbył wiele podróży bliższych i dalszych. O, tu ktoś przypłynął, zacumował i wynosił na brzeg jakieś bagaże i paczki. Dalej kilku mężczyzn rozmawiało o połowie ryb i sprawdzaniu hodowli małży. Tam ktoś fotografował widok na zatokę o zachodzie słońca, itp. Doszłam do przydrożnej kaplicy i poszłam dalej, wzdłuż nabrzeża. 
                                                                Kaplica
                           Jednostki pływające różnego przeznaczenia i wieku
                                                 Duży statek wycieczkowy

Spoglądałam na zalesione wzgórza otaczające miasto, pensjonaty w ogrodach, starych ludzi siedzących na ławkach przy swoich domach, odległy hotel, do którego trzeba niebawem wracać na kolację, a obok, na trawniku rosły rozczochrane palmy, które towarzyszyć mi będą w drodze powrotnej. 
                            Przystań promowa w Vela Luka; widok z tarasu hotelu
                                  Vela Lula - widok z "mojego"okna w hotelu
                                                       Plaża przed hotelem

Ładne, zadbane miasto, gdzie nie ma męczącego ruchu ulicznego, nie słychać klaksonów, odzywa się tylko dzwon na wieży kościelnej, a zbytkowna, elegancka nowoczesność zarówno w zabudowie miasta jak i hoteli dla przyjezdnych nie uderza w oczy. Skromnie lecz wygodnie, czysto i spokojnie; i to mi się spodobało w Vela Luka.

                                NA "BEZLUDNEJ" WYSPIE

Rano, po śniadaniu, zacumował przed hotelem statek wycieczkowy. 
Po trapie wraz z innymi pasażerami weszłam na pokład i zajęłam miejsce tak, bym mogła sobie swobodnie fotografować. 
Statek odbił od nabrzeża i wyruszył w rejs wycieczkowy na maleńką wysepkę Proizd. 
                                                    Rejs na wysepkę Proizd
                                 Rejs na wysepkę Proizd; wybrzeżą Korculi

Dla mnie, rasowego szczura lądowego, to była frajda, prawdziwa przyjemność. Leciutka poranna mgiełka, a za nią w dali zamykał horyzont łańcuch Gór Dynarskich na "stałym lądzie"; wokół mnie piękny Adriatyk, leciutko pofalowany i jedna, druga, trzecia i kolejna większa lub maleńka wysepka, a każda "zarośnięta" w środku, 
o kamienistym brzegu. Obserwowałam żaglówki i małe jachty spragnionych kąpieli 
i nurkowania letników. Jedni płynęli na Proizd, inni na sąsiednie wyspy. 
Doznawałam uczucia spokoju wewnętrznego, nie słuchałam przyciszonych rozmów; uważałam że każdy cenił sobie ciszę i wypoczynek. 
Statek "przytulił się" do nabrzeża wyspy Proizd. 
                                            Mapa bezludnej wyspy Proizd

Podeszłam do dużej mapy wyspy z zaznaczonymi obiektami:jeden z nich to restauracja, a drugi to przebieralnia, do której weszłam, żeby zrobić porządek ze swoim strojem – zmienić go z turystycznego na wyspiarski czyli swobodny.
Żeby ułożyć sobie plan kilkugodzinnego pobytu dokładnie przyjrzałam się wysepce.
Jej linia brzegowa była urozmaicona – były tam liczne zatoczki, z tego w czterech były plaże. Do każdej z nich prowadziła "odnoga"drogi przez las. Dróg i ścieżek na wyspie było wiele. Można było dowolnie spacerować, zmieniać plaże, co też wkrótce rozpoczęłam.
                                                          Las na wyspie

Już w stosownym stroju, bez okularów przeciwsłonecznych i kapelusza (czego bardzo nie lubię) szłam sobie przez las, który wręcz zachęcał do spaceru. Wzdłuż "głównej arterii" leśnej były poustawiane wygodne, drewniane ławki, na drzewach były drewniane tablice info, czym spacerowicza las ma obdarzyć i jakie w tym celu należy wykonać ćwiczenia oddechowo - gimnastyczne. 
Uśmiechnęłam się do siebie w duchu, ale do propozycji ćwiczeń się zastosowałam. Oddychałam głęboko wciągając w płuca wspaniałe, pachnące sosną i innymi iglakami powietrze, nagrzane słońcem. 
                                                       Las na wyspie

Trochę gimnastyki i nabrałam ochoty na spacer do najbliższej plaży. I to było "pudło!"Mapa przy przystani bynajmniej nie zawierała informacji, że była tu plaża nudystów. Kilkanaście golasów i golasek cieszyło się słońcem i kąpielą w wodzie jak kryształ i nikt nie zauważył nieciekawej, "tekstylnej" postaci, wyglądającej spośród krzewów wilczego łyka. 
                                                             Roślinność wyspy
Ostrożnie wycofałam się do głównej drogi. Spacerowałam po lesie pełnym wysokopiennych sosen i rozczochranych, zielonych pinii, krzewów kolczastych, a wszystkie splątane, pachnące suchym igliwiem i ziołami, w miłym cieniu. 
                                                 Droga do plaży w zatoce

Poszłam na plażę dokąd zmierzali pojedynczy wędrowcy. Po chwili ujrzałam zatokę z dość rozległą "plażą", gdzie w brunatnej zwietrzelinie tkwiły tu i ówdzie kępy wyschniętej trawy i niewielkie kamienie.; nie bardzo miejsce nadawało się do rozłożenia np ręcznika czy materaca, ale to zależało od ewentualnego użytkownika miejsca. Ja wyszukałam sobie na "siedzisko" wygodny, gładki konar. 
                                                           Plaża w zatoce
                                                    "Na plaży fajnie jest!"

Do wody wchodzi się w specjalnych, gumowych pantoflach. W ostatniej chwili przed wyjazdem z Polski pożyczyłam takie "buty" wprawdzie trochę na mnie za duże ale "darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby". Bez nich nie dałoby się dojść do wody, ani w niej się poruszać. A woda była uuuummm...fantastyczna, lazurowo – turkusowa, co prawda nie "wrzątek" ale ostatecznie można było wytrzymać. Nie musiałam lepić plastrów na kręgosłupie w nocy. 
W słońcu grzały się bardzo odległe Góry Dynarskie, a bliżej małe wysepki, kołysały się też żaglówki. Zmieniłam plażę na półkowo – skalistą. 
                                                Zarośla w pobliżu plaży
                                      Plaża skalista. Połogie wychodnie skał
                                                           Plaża skalista

Była ciekawsza i ladniejsza krajobrazowo, a także było gdzie ułozyć ciało. 
Ubrałam znów moje "siedmiomilowe" buty i miałam odczucie, że "wjeżdżałam" do morza w rakietach śnieżnych, a przy odrobinie wyobraźni nawet w nartach skiturowych, lecz znów cieszyłam się kąpielą i widokami.
                                                      Tak też miło popływać
Potem była przechadzka po pachnącym lesie i seria głębokich oddechów, kawa w restauracji i...żegnaj, bezludna wysepko! Będę Cię zawsze miło wspominać.
                                                     Trasa spaceru przez las

Wypoczynek był udany; nie musiałam się wysilać na czytanie, konwersacje czy też niezbyt potrzebne rozmyślania; ale rozwiązałam krzyżówkę i przeprowadziłam dwie rozmowy z rodziną w Polsce. I o to chodziło. Potem był znów rejs po trasie Proizd – Vela Luka.
                                                        I już rejs powrotny


                                           REJS DO SPLITU

Autokarem podróżowałam przez wyspę Korculę. Zwiedziłam zabytkowe miasto Korcula - o czym potem, i odwiedziłam równie zabytkową winiarnię z początków XXw we wsi Smokvica.
                                                             Widok na Smokvicę

Osada ładnie usytuowana, przytulona do stoku wzgórza, wśród winnic, sadów i kwitnących krzewów. 
                                         Stare urządzenia do produkcji win

Obejrzałam stare oprzyrządowanie wytwórni win, coś niecoś dowiedziałam się o ich produkcji, po czym przeszliśmy do probierni, gdzie odbyła się degustacja trunków.
                                            Degustacja win i nalewek w winiarni

A było co próbować! Wybór win mógł zaspokoić nawet najbardziej wybrednych amatorów tej "złotej krwi słońca, którą lud prosty nazywa winem", jak powiedziałby szlachetny Petroniusz, rzymski poeta czasów Nerona, podobno świetny znawca win. 
I ja, w cichości ducha, wybrałam wino o delikatnym smaku i aromacie, wino – jakiego jeszcze nigdy nie smakowałam lecz cena tego "cudu"sztuki winiarskiej mogła powalić nawet wycieczkowego Krezusa. Tak więc pozostało mi tylko wspomnienie jego walorów. Nieco rozmarzona wracałam autokarem do Vela Luka spoglądając na radosną zieleń tutejszej roślinności pachnącej ziołami. Patrzyłam na różne odmiany sosen, dzikie oliwki i dęby korkowe, a w pobliżu gospodarstw znajdowałam oleandry, różne, także kwitnące kaktusy i passiflorę.
                                                                   Passiflora

Usłyszałam też pewną ciekawostkę, która mnie zadziwiła i nie bardzo mogłam w nią uwierzyć: podobno Korcula to jedyne w Europie miejsce, gdzie można spotkać... szakala!
O godz. 4 rano, kiedy ludzie zmieniają pozycję spania, w porze, kiedy raczej mogłabym powiedzieć "dobranoc" a nie "do widzenia", bye – bye! opuszczałam hotel wlokąc swój wycieczkowy dobytek za sobą do autokaru. 
Przebycie krótkiej drogi nie było zbyt przyjemne, gdyż wokół szalały błyskawice, grzmiało z każdej strony i tylko ulewy brakowało! Ale niebiosa czuwały nad męczennikami i burza srożyła się lecz "na sucho".
W pobliżu przystani trzeba było opuścić autokar, który ustawił się "w kolejce" do promu, którego jednak nawet widać nie było. 
                                        Kolejka samochodów do promu

Ale – wciąż byłam na Bałkanach, gdzie wszystko odbywa się "polako, polako" czyli bez niemądrego pośpiechu (powoli, powoli). Czas jednak płynął, niebo rozjaśniało się, gdy wreszcie przypłynął prom do Splitu. Otworzono "zapory" i powoli zaczęły do jego wielkiego wnętrza wjeżdżać różne pojazdy, nawet ciężarówka z badziewiem, jakiego dawno świat nie widział. 
                                                                  Trwa załadunek

Polako, polako załadunek się zakończył i światła Vela Luki zostały w oddali. Czekał mnie 3-godzinny rejs do Splitu. 
                                                     Prom do Splitu

Siedziałam w fotelu w salonie pasażerskim i gdy śpiochy dosypiały, spożywałam, co Pan Bóg dał, a kuchnia w hotelu przygotowała i zgrabnie zapakowała. 
                                           Pomieszczenie dla pasażerów

Gdy błysnęły promienie wyspanego, roześmianego słońca, należało wyruszyć przed siebie i zwiedzić prom, skoro taka okazja się nadarzyła.
                                           Przechadzka po pokładach statku

Przechadzając się po pokładach oglądałam morskie pejzaże, a chłodny wiatr pracował nad moim turystycznym uczesaniem. 
                                                                  Adriatyk
                                                        Spotkanie na morzu

Podczas tej wędrówki widziałam równie duży prom płynący ze Splitu na jakąś wyspę, a im bliżej było do portu przeznaczenia, tym takie spotkania były częstsze. 
Trudno było usiedzieć na miejscu, gdyż otoczenie – wyłaniające się z porannej mgiełki góry, wyspy, osiedla, piękne morze wraz z porannym, ożywczym wiatrem po prostu chłonęłam.
                                               Latarnia morska na wyspie
                                                    Za kolka chwil - Split

Tak upływały chwile tej morskiej podróży, aż ukazały się wieże katedry i potężne wycieczkowce cumujące u nabrzeży dużego portu w starym, rzymskim Spoletum czyli w Splicie.

                                                                                          Ewa Utracka
 fot. Ewa Utracka
       Maciek Utracki