niedziela, 7 maja 2017

MAŁA, PIĘKNA SŁOWENIA



 
                  Widok z korony wieży zamkowej na Lublanę i jej okolice


  LUBLANA–UROK STAREGO MIASTA


                W czerwcowe popołudnie znalazłam się w sercu Lublany - placu Kongresowym.
Plac Kongresowy to miejsce bardzo ważne dla obywateli Słowenii, gdyż właśnie tu, po 10-dniowej wojnie z Jugosławią, której była częścią, latem 1991r została ogłoszona niepodległość i niezawisłość Słowenii jako kraju.
   

                              Uniwersytet założony w Lublanie w 1920r
   
                                        Kościół i klasztor Urszulanek (XVIIw.)
   
                               Widok z placu Kongresowego na Lublański grad


Przy tym placu znajdują się gmach Uniwersytetu, barokowy kościół i klasztor Urszulanek i stare gimnazjum jezuickie. 
Urodę tego miejsca wzbogaca zieleń rosnących tu platanów i widok na stary zamek dominujący nad miastem ze wzgórza.
   
       Obywatel rzymskiego miasta Emona - "części" późniejszej Lublany


Dumnie spojrzał na mnie "pozłocisty Rzymianin" w todze, z kolumny; pewnie chciał powiedzieć, że "my, Rzymianie, byliśmy tu wcześniej, bo już boski Tyberiusz wcielił do Imperium ziemie Ilirów, a nasz obóz wojskowy, rozwinięty w miasto Emona strzegł dzielnie Pax Romana". Zrozumiałam jego spojrzenie posiadając odrobiną wiedzy z historii starożytnej i poszłam alejką między drzewami, by zanurzyć się w dzisiejszą, uroczą Lublanę, która wchłonęła starożytne miasto i parę młodszych osiedli. Jeszcze ładna ulica i oto przede mną kolejne ciekawe miejsce – Preseren trg.
   
           Plac Preserena; barokowy kościół Franciszkanów pw. Zwiastowania NMP
   
                        Pomnik France Preserena, wieszcza narodowego Słowenii



Na poczesnym miejscu – barokowy kościół Franciszkanów pw. Zwiastowania NMP o oryginalnym zdobnictwie fasady; w jego pobliżu pomnik France Preserena spoglądającego w okna "damy swego serca", a Muza pochyla się ze współczuciem nad nieszczęśliwym poetą – romantykiem. 
Wzrok estety przyciągną dwie ciekawe, secesyjne kamienice: Hartmannova hisa ( zw. Urbanca) z nietypowym zadaszeniem i druga, zdobna we wzory geometryczne, skrywająca dom towarowy, kafejki i sklepiki. Preseren trg jest tłumnie odwiedzany przez wycieczki i turystów "uzbrojonych" w sprzęt fotograficzny, niejednokrotnie orzeźwiających się kawą i lampką wina w kafejkach nad pobliską Lublanicą. 
Ten plac to punkt wyjścia do przechadzki po Starej Lublanie.
   
                    Środkowa część Potrójnego Mostu na rzece Lublanicy


Rozglądając się wokół przebyłam Potrójny Most, który jest jedną z etykietek miasta.
W 1842r istniał tu most łączący Europę północną i zachodnią z Bałkanami, wiecznie zatłoczony przez pieszych i pojazdy.
W 1931r architekt Joże Plecnik dodał dwie dwie kładki boczne, całość zaopatrzył w białe, kolumnowe balustrady, wyposażył w ozdobne oświetlenie i ławki.
   
                                               Most Potrójny


Po schodkach zeszłam nad wodę posłuchać w plusku fal rzecznych starych baśni o smokach słoweńskich.                                           
Po krótkiej "sesji" zdjęciowej wyruszyłam na Starówkę, którą tworzą Stari trg, Mestni trg i Novi trg. 
Ale jak można nie odwiedzić prawdziwego targowiska, takiego z kramami pełnymi owoców, różnobarwnych kwiatów, pamiątek i miejscowych przysmaków?
Nie tylko można, ale i należy, bo dodaje ono kolorytu miastu. 
W pobliżu, na małym placu stoi pomnik Valentina Vodnika – poety, nauczyciela i językoznawcy, "słoweńskiego Mikołaja Reja", doby Oświecenia.
  
     Pomnik Valentina Vodnika, słoweńskiego poety, nauczyciela i językoznawcy doby
  Oświecenia


Poezja poezją ale w powietrzu pachniały różne wypieki, których należało choćby skosztować, co też uczyniłam. Od razu poczułam przypływ sił do odbioru dalszych wrażeń estetyczno – historycznych i ujrzałam ładny widok na katedrę św. Mikołaja, Pałac Biskupi i seminarium duchowne, ponad którymi wznosiło się wzgórze ze średniowiecznym zamkiem.
   

          Katolicka katedra pw. św.Mikołaja, Pałac Biskupi i seminarium duchowne

Przebyłam elegancki Most Smoczy; oczywiście, zgodnie z legendą strzegły go pokryte patyną, słoweńskie Smoki. Wszędzie ładnie, zielono, czysto i przyjemnie.
   
                                                Most Smoczy
   
                                 Katedra św. Mikołaja przy Mestnim trgu

   

Oto mury barokowej katedry św. Mikołaja zdobne w kopulaste wieże oraz w wieżę zegarową, wzniesione w miejscu starszego, XIII-wiecznego kościoła pw.św.Mikołaja.
   
                                             Brązowe drzwi do katedry


Do wnętrza świątyni weszłam przez drzwi odlane z brązu w połowie lat 90-tych XXw, przedstawiające 1250 lat chrześcijaństwa w Słowenii, pobłogosławione podczas wizyty przez "Piotra naszych czasów", dziś św. Jana Pawła II, słowiańskiego, polskiego Papieża.
   
                Barokowy ołtarz główny, autor dzieła Włoch, Francesco Robba
   
                                                       Barokowa ambona
   
                                           Organy nad wejściem do katedry



Katedra to imponujące dzieło architektoniczne; jego wnętrze zdobi różowy marmur, białe stiuki, liczne złocenia, ołtarze, obrazy i rzeźby. Ołtarz główny to dzieło Fr.Robby; nad wejściem do katedry – organy. 
W nawie rokokowa ambona i barwne freski pokrywające kolebkowy strop świątyni.
   
                                       
Freski na stropie katedry

   
                                                      Nawa główna katedry



Świetlista przestrzeń katedry wypełniona ludzkimi myślami i modlitwą, błaganiem, łzami radości i smutku, nadzieją i wiarą, wzbudzająca szacunek, zadumę, wspaniała...
Opuściłam to niezwykłe miejsce by zanurzyć się w Starą Lublanę z jej sklepikami, zapachem kawy, perfum, ziół, z różnymi pamiątkami, jakich wiele na Mestnim trgu.
    
                                         Stara Lublana; Mestni trg
   
                                                         Ratusz miejski


Zatrzymałam się przed Ratuszem – dostojną siedzibą władz miejskich, wzniesioną w II połowie XVw, przebudowaną na początku XVIIIw w stylu barokowym, z pozostawieniem dobrze zachowanych pomieszczeń i akcesorii gotyckich.
   
                              Fontanna trzech Rzek, dzieło Fr. Robby


Przed tym reprezentacyjnym obiektem Fr. Robba umieścił równie reprezentacyjną fontannę Trzech Rzek; trzy postacie trzymając dzbany wylewają z nich trzy rzeki: Sawę, Lublanicę i Krkę. Fontannę często oblegają turyści, jako że to dzieło jest godne upamiętnienia.
Idąc dalej spoglądałam na ulicę jak na architektoniczny obraz pełen elegancji barokowych kamienic, wśród których można było zauważyć nieliczne, lecz dobrze zachowane gotyckie domy, a także secesyjne i odrestaurowane stylowe budynki z użyciem nowoczesnych technologii.
Podziw budziło we mnie to miasto.
   
                                          Ulica Starej Lublany


                                                             Stara Lublana

Stari trg to ciąg barokowych kamienic, na rogu zaś Gorniego trgu zwykle grupy turystów fotografują inne dzieło słynnego Włocha – fontannę Herkulesa (1751r). Pstryk! - i ja też mam fotkę, nawet dwie! Druga to wielki syn Zeusa, brodaty, muskularny na wysokiej kolumnie, zaglądający do okien.
   
                              Fontanna Herkulesa; Fr.Robba (1751r)

   
Szłam do dolnej stacji kolejki linowej, by nie fatygując się spacerem stanąć na dziedzińcu Lublańskiego gradu, którego mury turysta ogląda nieomal z każdego miejsca słoweńskiej stolicy.

                                                       Nabrzeża Lublanicy
   
                                Zamek-forteca i wieża widokowa na wzgórzu 

    
Potężną, średniowieczną fortecę na zielonym wzgórzu, jej masywne mury, baszty i zabudowania, po wojnach i kataklizmach odnawiano i rozbudowywano, dostosowując do różnych funkcji, które pełniła.
   
                                          Dziedziniec zamkowy


Zamek był siedzibą garnizonu wojskowego, potem więzieniem; zabudowa do dziś kryje kazamaty i piękną renesansową kaplicę św.Jerzego, oraz sale różnego przeznaczenia.
  
                                              Więzienie w zamku

       Strop renesansowej, zamkowej kaplicy i tarcze herbowe władających zamkiem


Wspinałam się krętymi schodami, obok dzwonów na koronę najwyższej z wież – świetnego punktu widokowego o zachodzie słońca, ciesząc się myślą o prawdziwej uczcie dla oczu. Po krótkiej chwili stałam w centrum fantastycznej panoramy miasta i okolicy ograniczonej górami, chłonąc urok i niezapomniane widoki!I to one były dla mnie najważniejsze.
  
                         Stara i nowa Lublana - widok z wieży zamkowej

                                               Lublana i okolice

                   Dziedziniec, baszty, stara zabudowa i taras widokowy
   
                                                  Mury obronne zamku



W sali kinowej oglądnęłam fragmenty filmu z badań archeologicznych przeprowadzanych na wzgórzu zamkowym i poznałam trochę historii osadnictwa w tym miejscu i przyległym doń podzamczu, ograniczonym zakolem Lublanicy. Na "do widzenia" raz jeszcze z "lotu ptaka" spojrzałam na miasto w dolinie. 
Idąc obok restauracji, pośród różnych zapachów w powietrzu, przyciszonych dźwiękach muzyki i szmeru rozmów myślałam o naszych rodakach przez austriackiego zaborcę skazanych na osiedlenie w odległym od Wiednia, prowincjonalnym mieście, jakim półtora wieku temu była Lublana.
Wspominałam młodego lwowiaka, Emila Korytkę i Bogusława Horodyńskiego, powstańców z lat 1830/1831, a także urodzonego w Lublanie Hugona Zapałowicza, przyszłego podróżnika – badacza Andów, Karpat Południowych i... Pasma Babiogórskiego, botanika i prawnika z zakresu wojskowości. Emil Korytko wraz z poetą Preserenem przewędrowali szmat kraju spisując stare podania i ludowe pieśni. Zapoznał także swego towarzysza z rozkwitłą wówczas w pełni poezją Adama Mickiewicza. Obaj z Horodyńskim i Preserenem budzili świadomość narodową w Słoweńcach tamtych czasów.
France Preseren stał się autorem Toastu- Zdravljica – obecnego hymnu narodowego Słowenii.
   
                                               Most Szewski


I tak rozmyślając sobie wracałam na plac Preserena przez most Szewski – szewcy i inni rzemieślnicy mieszkali i pracowali na tym moście, unikając tym sposobem płacenia podatków. Most Szewski niegdyś był bramą wejściową do Starego Miasta.
   
                                          Wygnanie z Raju

  
Minęłam kompozycję rzeźb "Wygnanie z raju"; Adam i Ewa, stali z pochylonymi głowami, żegnając przechodzących.
   
                                               Widok znad Lublanicy

                                            O zmierzchu, nad Lublanicą
   
                                                        Potrójny Most
   
                                              Preseren trg wieczorem...
   
                             Urok secesyjnych kamienic przy placu Preserena
                          


Przeszłam przez oryginalny Most Potrójny i piękny o zmierzchu plac Preserena, pozdrowiłam "pozłacanego" obywatela Emony przy placu Kongresowym, rozłożyste platany i... pożegnałam uroczą Lubljanę...
  
                   Wieczorem, w kawiarni, nad Lublanicą 



                                                                                       Ewa Utracka
 fot. Ewa Utracka

                                               Copyright by Ewa Utracka

niedziela, 9 kwietnia 2017

MAŁA PIĘKNA SŁOWENIA



 
                       Alpy Julijskie, jezioro Bled i Blejski Otok - wizytówka Słowenii


    LEGENDY  ZNAD   ALPEJSKIEGO          JEZIORA


         Oto Bled – jedna z najpiękniejszych, górskich miejscowości turystyczno – wypoczynkowych w Słowenii, małym kraju Eurostadtu położonym między Alpami i Adriatykiem.
Bled, który prawami miejskimi cieszy się dopiero od 1960r rozrastał się na brzegu jeziora także o nazwie Bled, w którego wodach, jak w zwierciadle przeglądają się domy i pensjonaty w ogrodach.
   
                                                 Hotel w Bled

                                         Willa nad jeziorem Bled 

Wokół zaś Alpy Julijskie - góry porośnięte lasami, o skalistych grzbietach, gdzie w żlebach późną wiosną wciąż jeszcze bieleje śnieg.
   
                                        Jezioro Bled u stóp Alp Julijskich

Na jeziorze wysepka - Blejski Otok, na której wśród drzew skrył się stary kościół pielgrzymkowy, poświęcony Matce Bożej Wspomożycielce, a przy schodach wiodących od przystani do świątyni cumują łodzie.
   
                                  Blejski Otok z kościołem pielgrzymkowym

Nad jeziorem, wyspą i miastem dominuje tysiącletni zamek, Blejski grad, zbudowany na wapiennych skałach, opadających urwiskiem do jeziora, sędziwy, obronny, imponujący…
   
                                     Blejski zamek; u jego stóp - miasto Bled

Wyszłam spośród sosen i usiadłam u stóp Złotoroga – figury kozła ze złotym rogiem. Zanurzyłam stopy w czystej, przyjemnie kojącej wodzie. 
Według legendy Złotoróg krąży po okolicznych górach w pochmurne dni i jeśli spotkasz go, wędrowcze, na swym szlaku – przyniesie Ci szczęście.
Odpoczywałam w wonnej ciszy, w ciepłym słońcu wyglądającym spoza chmur.
Jezioro Bled... turkusowe, o ciepłej, zachęcającej do kąpieli, wodzie.
   
                                         Tajemniczy Złotoróg nad jeziorem

Wśród ciszy wesoło zabrzmiał śmiech dwójki maluchów baraszkujących z mamą w tej lśniącej wodzie i szmer rozmów osób fotografujących się z niezwykłym zwierzęciem - Złotorogiem.
I znów cisza... skłaniająca do refleksji...
Ludowe podanie głosi, że dawno, dawno temu, w tutejszej pokrytej zielonymi łąkami dolinie wznosił się pagórek, na nim zaś czuwała zawsze otwarta, mała kaplica poświęcona Matce Bożej. Wokół niej pasły się stada owiec należące do tubylców i nieraz zdarzało się, że do kaplicy trafiało jakieś zwierzę. 
W ludziach nie budziło to jednak żadnego zainteresowania choć było niestosowne. Były ostrzeżenia, aby to miejsce ogrodzić lecz nie poruszały one ludzkiej obojętności wobec sanktuarium. Wreszcie cierpliwość boska się wyczerpała. 
Z gór spłynęły masy wód i zatopiły pastwiska; tylko pagórek z kaplicą otoczoną opieką Bożą ocalał z tego „potopu” i istnieje do dziś jako wysepka na jeziorze, pięknie wkomponowana w górską, alpejską scenerię.
   
                   Wyspa na jeziorze z kościołem pielgrzymkowym
 A co na to nauka?

Jest faktem, że archeolodzy znaleźli na wyspie pozostałości świątyni z czasów pogańskich poświęconej bogini płodności i urodzajów, Żivy. 
Na jej ruinach wzniesiono chrześcijańską - romańską, a potem gotycką kaplicę.
Jezioro Bled jest jeziorem polodowcowym, a więc geologicznie młodym. 
Istniejące tu nieckowate zagłębienie tektoniczne pozostałe po ruchach górotwórczych w tym rejonie Alp, pod koniec ostatniego zlodowacenia alpejskiego wypełniało się wodą z topnienia wielkiego Lodowca Bohinijskiego, co mogło się dziać już za pamięci ludzkiej. Akwen jest dodatkowo zasilany wodą z podziemnych, termalnych źródeł, które sprawiają, że w ciągu lata jego wody osiągają temperaturę +26st C. Jezioro Blejskie jest najcieplejszym zbiornikiem wodnym w Alpach, klimat jego okolic jest łagodny; przypisuje się mu własności lecznicze znane już w XVIIw.
Opuściłam miejsce wypoczynku i podążyłam do przystani, skąd z grupą turystów wygodną, zadaszoną łodzią zwaną „pletna” wyruszyłam w „spacerowy” rejs na Blejski Otok. Pletna płynęła poruszana siłą mięśni wioślarza przez lśniącą w słońcu taflę jeziora. Rozglądając się wokół szukałam obiektów do fotografowania. Spoglądałam na brzegi z drzemiącymi wśród bujnej zieleni willami – wśród nich jest willa Karadżordżjewiczów – dynastii panującej w przedwojennej Jugosławii oraz inna, należąca do J.B.Tito, na wieże kościelne wśród zabudowy miejskiej, na grzbiety górskie okalające jezioro o skalistych graniach wciąż fantastycznie rzeźbionych przez erozję, wapienne urwisko, którego wierzchołek zdobił Blejski grad z dachami i hełmami wież w kolorze „ceglastym,” wreszcie na coraz bliższy Blejski Otok z setką kamiennych schodów.
   
                         Trzeba pokonać 99 stopni, by dojść do drogi do kościoła

Dowcipny przewoźnik poinformował nas, że schodów jest 99, że ostatnio jest moda na odprawianie ceremonii ślubnej w pielgrzymkowym kościele na wyspie; ale - zgodnie z tutejszym zwyczajem pan młody w ramionach musi zanieść po schodach do świątyni to swoje „szczęście”!I tu zauważyłam, jak niektórym, zamierzającym wstąpić w święty związek małżeński w tym niezwykłym miejscu zadrżały kolana, zaś paru innych - już „męczenników”małżeństwa cichutko odetchnęło z ulgą.
A obok „naszej”, zwykłej pletny była przycumowana właśnie taka „ślubna”, bogato przybrana białymi kwiatami. Podróż do ślubu w bajkowej scenerii, przez „jezioro lśniących wód” w ukwieconej łodzi to jednak jest coś!
   
                                                    Strojną pletną do ślubu

Step by step wspinałam się, aż stanęłam na szczycie schodów. 
Dalej droga wiodła wśród pachnących krzewów różanych, obok posągu św. Marii Magdaleny do romańsko-gotyckiego kościoła pw. NMP Wspomożycielki, z wysoką wieżą.
   
                                             Kamienna św. Maria Magdalena
   
                                            Kościół pw NMP Wspomożycielki
   
                                                 Widok spod kościoła

Weszłam do niewielkiej świątyni o eleganckim, barokowym wystroju, z wspaniałym, pozłocistym ołtarzem głównym. Ten kościół jest celem licznych pielgrzymek.
   
                                              Barokowy wystrój świątyni
   
                                                      Ołtarz główny kościoła

Zauważyłam zwisającą z wysoka grubą linę i kolejkę turystów do uderzenia w dzwon przy jej pomocy. Postąpiłam zgodnie z obowiązującą odwiedzających starą tradycją, tzn pomodliłam się do Matki Boskiej Wspomożycielki, sformułowałam w zaciszu serca życzenia i marzenia, które pragnęłam, by się spełniły, stanęłam w kolejce pokornie czekając na moment, kiedy wezmę w dłonie i ze wszystkich sił pociągnę linę. Wreszcie uczyniłam to! Dzwon Życzeń zadzwonił mocno, głośno, a głos jego odbijając się od zwierciadła wód, ścian lasów i gór niósł się poprzez przestworza ku niebu składając moją petycję – ciche, ludzkie marzenia u stóp Boskiego Tronu... 
   
                                              Uruchomienie Dzwonu Życzeń

A skąd się wzięła tradycja tego świętego miejsca opowiada stara legenda.
Ok. 1500r zamkiem i dobrami Bled zarządzał niejaki Hartman Kreigh, człowiek bardzo podejrzliwy i surowy dla mieszkańców dóbr i swoich bliskich.
Trudno było ludziom pogodzić się z takim rządcą. Upływały lata pełne ciężkiej pracy, skarg i utyskiwań na Kreigha, który pewnego dnia...zaginął, zniknął, „zapadł się pod ziemię”... Powodów tego tajemniczego zdarzenia nagromadziło się wiele; mówiono o zemście ze strony pokrzywdzonych, a nawet o samosądzie. Nikt nigdy prawdy nie poznał; pozostał fakt, że pana nie było...
Pozostała jego małżonka, wdowa Poliksenia, która także rządziła majątkiem twardą ręką ale była bardzo, bardzo smutna. 
Pewnego dnia zabrała z zamkowego skarbca nagromadzone przez lata złoto i srebro i kazała za nie odlać dzwon do kościoła na Blejskim jeziorze.
Słudzy spełnili rozkaz pani; jednak kiedy wieźli dzwon, na jeziorze rozszalała się burza i fale zatopiły łódź, wiozących i cenny ładunek. 
Dzwon pogrążył się w odmętach i na zawsze ugrzązł na dnie. Do dziś, podczas nocnych burz na jeziorze, z jego głębin słychać głos dzwonu... 
Po tym wypadku Poliksenia wprost tonęła w smutku i łzach, aż pewnego dnia opuściła zamek i podążyła do Rzymu, gdzie wstąpiła do klasztoru. 
Ale i tu smutek jej nie opuścił. 
Znalazł się jednak ktoś, kto ją rozpoznał i opowiedział papieżowi historię życia zamożnej choć nieszczęśliwej fundatorki zatopionego dzwonu. 
Papież wysłuchał opowieści i tknięty współczuciem dla Poliksenii kazał odlać taki sam dzwon i posłał go do kościoła na Blejski Otok, gdzie służy wiernym do dziś.
Taką treść przekazuje miejscowe podanie, zaś prawdą jest, że dzwon do kościoła pw Matki Bożej Wspomożycielki został ufundowany przez bogatą kobietę w 1543r.
Odbywając pielgrzymkę do tego świętego miejsca trzeba uderzyć w dzwon, a spełnią się marzenia; trzeba też wspiąć się na wieżę, by obejrzeć z bliska ów Dzwon Życzeń, posłuchać jego głosu i podziwiać baśniową scenerię Alp i doliny Blejskiego jeziora.
Mojej pielgrzymce towarzyszyły w tym miejscu i momencie promienie zachodzącego słońca.
   
                                         Relaks wśród róż na Blejskim Otoku

Jeszcze parę chwil wśród młodej zieleni i kwitnących krzewów różanych, spośród których lśniła woda pięknego jeziora, jeszcze jedno spojrzenie na imponujące otoczenie i już schodziłam po schodach do oczekującej pletny. 
   
                                                   Jezioro lśniących wód

Znów podziwiałam widoki tym razem kierując wzrok na Blejski grad na urwisku i jego fantastyczne tło.
   
                                      Blejski grad - najstarszy zamek w Słowenii

Powrotny rejs był tak przyjemny, ze wprost nie chciało się wysiadać z łodzi. Cóż!... koniec bajki wśród blasków i plusków - westchnień cichej, ciepłej wody i oto już siedziałam w autokarze.
Kilkanaście minut jazdy i opuściłam niewielki, ukryty w zieleni parking.
Do bramy zamku zawiodła mnie droga pod górę, krótka lecz stroma.
   
                                             Potężne mury zamku na wzgórzu

Masywne, romańskie mury okalały zamkowe dziedzińce, a od strony drogi i miasta zamkowe wzgórze niegdyś oddzielała fosa.
Późnowiosennym wieczorem znalazłam się w najstarszym zamku Słowenii pamiętającym czasy króla Henryka II z Bawarii, który panował współcześnie z naszym Bolesławem Chrobrym. Henryk II oddał Blejski Grad w posiadanie Kościołowi – znana jest data tej darowizny. 
W owych czasach romańska wieża z pomieszczeniami mieszkalnymi otoczona murem wznosiła się 130 m ponad lustrem wody, na pięknie wyrzeźbionych przez Naturę biało-szarych, wapiennych skałach. 
Zamek w ciągu wieków był wielokrotnie przebudowywany i wyposażany stosownie do czasów i potrzeb jego właścicieli.
   
                        Przez bramę w murach na dziedziniec i tarasy widokowe

Dziś są tu dwa tarasy połączone schodami. Przy dolnym, jak niegdyś – budynki gospodarcze gotycko – barokowe, zaś w nich są pomieszczenia hotelowe i restauracja; znużeni całodziennym zwiedzaniem mogą tu poratować się kawą czy lampką wina.
   
                                                   Zabytkowa zabudowa

Na górnym tarasie zwiedziłam kaplicę z XVIw i pomieszczenia muzealne – najważniejsze obiekty zamku. 
   
                                  Kaplica pw św. Albina i św. Ignacego (XVIw)
   
                                                           Ołtarz kaplicy
   
                                                                    Chór
   
                                               Malowidła na stropie kaplicy

W kilku salach oglądałam eksponaty ukazujące najstarszą historię okolic jeziora Bled sięgającą epoki brązu, kolekcję zbroji i uzbrojenia, ubiorów, biżuterii, zabawek dziecięcych i monet, wyposażenie wnętrz mieszkalnych pochodzące z wykopalisk archeologicznych, a także pozyskane od prywatnych dawców – mieszkańców regionu.
   
                                             Zbiory muzeum regionalnego

Nie zainteresowała mnie ani „winiarnia mnicha”, ani drukarnia, ani kawiarnia czy sklepik z pamiątkami; za to chłonęłam przepiękne widoki z zamkowego tarasu na górskie olbrzymy Alp Julijskich, miasto w dolinie z zapalającymi się światłami, ciemną zieleń lasów pełnych tajemnic i magiczne jezioro Bled z wysepką i kościołem – wizytówką Słowenii.

                                                                                          Ewa Utracka


                                    Widoki z górnego tarasu Blejskiego zamku
   
                                   Widok z tarasu zamku na kurort Bled
   
                                         Widok z zamku w wiosenny wieczór



  fot. Ewa Utracka