czwartek, 19 lipca 2018

OSOBLIWOŚCI CZARNOGÓRY




                                                                   Stary Bar
   
                                     Stary Bar; w tle pasmo górskie Rumija
   
                           Stary Bar - średniowieczne, warowne miasto miasto 
   
                                Wieża zegarowa (1752r) - symbol Starego Miasta

  
              MIASTO, W KTÓRYM ZATRZYMAŁ SIĘ CZAS


              Stanęłam przed wielką bramą w murach obronnych średniowiecznego miasta. Nad wejściem pysznił się Lew św. Marka, symbol potężnej w owych czasach Republiki Weneckiej. Wewnątrz bramy podobne lwy strzegły prasy do wytłaczania oliwy z oliwek, niegdyś źródła bogactwa miasta, do którego wchodziłam opuszczając XXI wiek.
A więc – było kiedyś miasto... sędziwe, bo założone prawdopodobnie w VI w. przez Rzymian i nazwane Antibarum, jako, że leżało na przeciw italskiego Bari, na wschodnim brzegu Adriatyku. Wzniesiono je w trudno dostępnym miejscu – na stromym, skalistym wzgórzu i zabezpieczono wysokim murem z masywnymi wieżami strażniczymi. Najbliższym otoczeniem dla rozwijającego się grodu było pięknie ukształtowane pasmo górskie Rumija, bujna i barwna roślinność łagodnego klimatu, a "oknem na świat" – błękitne Morze Adriatyckie. Ciekawa i trudna była historia Antibaru; pierwotna ludność iliryjska "rozpłynęła się" w morzu plemion słowiańskich. Zmieniała się też władza. Początkowo Antibarum należało do Rzymu, potem do Cesarstwa Bizantyjskiego, od XIw do Królestwa Zety – państwa leżącego na wybrzeżu adriatyckim między jeziorem Szkoderskim a Raguzą (Dubrownikiem). 
Od 1443r było jednym z najbogatszych miast Republiki Weneckiej. 
W tym okresie w Barze było 17 kościołów katolickich i ortodoksyjnych, np  św.Mikołaja, św.Jana, św. Katarzyny, franciszkański klasztor oraz prastara katedra św.Jerzego, pałac arcybiskupi, pałace książęce i bogatych ludzi, przy ulicach domy kupieckie i warsztaty rzemieślnicze. Przez 400 lat, począwszy od 1571r rządzili miastem Turcy Osmańscy. Ich panowanie nadało Barowi rys orientalny. 
Katedrę i niektóre kościoły przekształcili w meczety, zaś pozostałe świątynie pełniły funkcje magazynów broni, amunicji, różnych towarów, żywności – w tym mąki. 
W II połowie XIX w wybuchła wojna rosyjsko - turecka; wtedy to korzystając z osłabienia Turcji, Czarnogórcy w 1881r odbili miasto z rąk okupanta. 
Niestety, podczas walk, w czasie ostrzału artyleryjskiego Bar poniósł znaczne straty w zabudowie sakralnej i mieszkalnej. Bezpowrotnie zginęła stara katedra św. Jerzego i część zabudowy wokół placu przy niej. Wielu obywateli utraciwszy swe domy opuściło stare miasto i osiedlając się bliżej portu utworzyło Nowy Bar. 
Władcy powstałego Królestwa Czarnogóry nie wygnali ludności muzułmańskiej: kto chciał, mógł pozostać i praktykować swoją religię podporządkowując się prawom wprowadzonym przez dynastie królewskie, a potem - innej władzy. 
Za rządów Josipa Broz Tito Bar był obok Rijeki ważnym portem Jugosławii. 
Aż przyszedł rok 1979 i dzień 15 kwietnia; wówczas to, we wczesnych godzinach rannych trwający 10 sekund wstrząs sejsmiczny o sile 6,9 do 7.0 st. w skali Richtera zmienił miasto w straszne gruzowisko, z którego wydobywali się przerażeni ludzie, którym udało się przeżyć. Szli zbudować sobie nowe życie w młodym, Nowym Barze.
A nad zrujnowanym, przeszło 1500-letnim, Starym Barem zapanowała głucha, martwa cisza i... zatrzymał się czas...
W ciepły, czerwcowy poranek przez bramę z Lwem św.Marka weszłam w tę ciszę, pełną zieleni dzikiego wina, drzew i kwitnących oleandrów, rozjaśnioną słońcem i absolutną, bo nie słyszałam ani głosów ptaków ani nawet brzęczenia owadów.
Minęło 40 lat od katastrofy, a ona, martwa i głucha wciąż panowała nad wzgórzem. Idąc drogą od bramy pod górę przypomniałam sobie, że na obszarze 4 ha ruin, kamieni, zachowanych ścian, murów z otworem okiennym, fundamentów tworzących ulice znaleziono 600 obiektów zabytkowych, zrujnowanych w różnym stopniu. 
Szłam wolno robiąc zdjęcie za zdjęciem, a każde niepowtarzalne ze względu na światło, porę dnia oraz na w jakimś stopniu ślad ludzkiej działalności. 
Stary Bar stał się wielkim stanowiskiem archeologicznym na zróżnicowanej morfologicznie powierzchni z pięknymi górami Rumija porośniętymi kępami traw i różnych ziół w tle.
To "miasto ruin" archeolodzy i dawni mieszkańcy starannie przeszukali i co się da zabezpieczyli, wyznaczając najdogodniejsze drogi do przejścia przyszłym zwiedzającym. Łopata uczonego jednak wciąż wydobywa różne przedmioty np.codziennego użytku, kultu, narzędzia pracy, fragmenty kamieniarki, które można oglądać w niewielkim muzeum mieszczącym się w ocalałym budynku tureckiego magazynu broni. Wszystko, co dotąd odnaleziono, zostało opisane, ponumerowane i skatalogowane.
Podczas wędrówki widziałam ocalałe mury budowli - obiekty sakralne, jak kościół św. Jana, św. Mikołaja, św. Weneranda, pałace - książęcy i biskupie, weneckie, a czasem zarys fundamentów budynku, fragment bramy, czy łukowatą przewiązkę i tylko tabliczka lub duża tablica informacyjna podawała wiek i przeznaczenie obiektu. Symbolem Starego Miasta stała się wieża zegarowa z 1752r odbudowana jako pierwsza po zniszczeniu, zaś w jej pobliżu obecnie trwają prace przy restauracji kolejnego obiektu.
Znalazłam się na sporym, zalanym światłem słonecznym "tarasie widokowym" zabezpieczonym barierką z tablicą info z rycinami przedstawiającymi katedrę św. Jerzego z XIIw zamienioną na meczet Achmeda w 1649r, plac katedralny i fragmenty dawnej zabudowy. Zobaczyłam fantastyczną panoramę: góry, jakich u nas się nie widzi, miasto, port Bar i, oczywiście, morze, a w pobliżu cytadelę. 
Jej mury ocałały, a zabudowa była w dość dobrym stanie. 
Jaka szkoda, że miałam mało czasu na dokładniejsze oglądnięcie tureckiej twierdzy! Ale jednak wyszłam po stromych schodkach na mur i spojrzałam okiem geologa na fantastyczną erozyjną rzeźbę wapiennych kompleksów skalnych, pofałdowanych, o urwistych stokach, obłych lub ostrych szczytach, a dnem kanionu płynęła rzeka, w której przez setki lat mieszkanki Starego Baru prały bieliznę i odzież. 
Widziałam 3-kilometrowy akwedukt doprowadzający wodę z gór do miasta, zbudowany przez Turków w XVIw, a zniszczony podczas owego fatalnego wstrząśnienia Ziemi; to także obiekt odbudowany krótko po katastrofie, a dalej miasto u stóp i błękit Adriatyku. Byłam tak zafascynowana obrazem, w którego centrum się znalazłam, że nie wyjęłam nawet aparatu, nie zrobiłam choćby jednej fotki; wolałam go zachować "pod powiekami " na długie lata...Ocknęłam się i szybko schodziłam w dół drogą, którą przyszłam. W pobliżu znalazłam XV-wieczny kościół św. Weneranda. Podobno są tu wystawy fotografii regionu. 
Czerwcowe słońce grzało mocno i chciało mi się pić. Przypomniałam sobie o butelce wody mineralnej, którą wzięłam ze sobą. Przystanęłam na moment w cieniu drzewa i ugasiłam pragnienie.
Jak wspaniale, że wokół taki panuje  spokój teraz, gdy mam poczucie komfortu psychicznego, gdy czuję w sobie radość z otaczającego piękna, której nie zakłóci nawet świadomość, że znajduję się w strefie, gdzie czuła aparatura sejsmiczna odnotowuje, może nawet i teraz "drżenia"skorupy ziemskiej wyczuwalne przez np jaszczurki; prawda, żadnej dotąd nie spotkałam. Ale co tam! Niech gdzieś tam inni niemądrze biegają Bóg jeden wie, dokąd i po co, smażąc się na miejskich brukach, niech gapią się w ekrany swoich komputerów, duszą się w galeriach handlowych(!) 
A ja, ulicą w cieniu drzew, wśród kamieni i murów ozdobionych dzikim winem,  pięknie, obficie kwitnących oleandrów, zeszłam spokojnie do odrestaurowanej łaźni miejskiej. Usłyszałam przewodnika grupy opowiadającego, kto i jak z niej korzystał. Okazało się, że z łaźni korzystali mężczyźni. Ciężko pracujący człowiek zdejmował odzież, siadał na drewnianej ławce, a "kąpielowy" szorował go od stóp do głów i polewał ciepłą wodą. Pokazano nam biegnące w ścianie rury grzewcze. 
Kobiety czynności higienicznych dokonywały w domu. 
Szłam przed siebie, spowita to w zielony cień, to znów w światło i ciepło, poruszając się w "drzemiącym czasie" przez opustoszałe miastem. Turystów w swej wędrówce spotkałam niewielu. Zatrzymałam się w pobliżu miejsca opisanego jako amfiteatr. Rzeczywiście, ściany zabudowania wskazywały, że kiedyś mogło coś takiego tu być; teraz ujrzałam rzędy białych, plastikowych foteli tworzących widownię, a więc pewnie odbywają się tu koncerty i inne występy artystyczne. 
Jaka muzyka może być tu wykonywana, żeby harmonizowała z miejscem tak pełnym romantyki, nostalgii, po prostu – aury 1500 lat historii zaklętej w kamieniach? 
Z góry wykluczyłam nowoczesny, wrzaskliwy, rockowy "łomot". 
Muzyka tu wykonywana powinna być nastrojowa, delikatnie przemawiająca do wyobraźni ludzkiej jak kompozycje impresjonistów, utwory klasyków wiedeńskich pełne dźwięków jak rozsypane perły lub mistrzów rokoko, ewentualnie stare utwory chóralne. Subtelne frazy budujące linie melodyczne powinny się unosić w powietrzu pogłębiając tajemniczą nastrojowość średniowiecznych kościołów, gdzie można jeszcze zobaczyć freski zacierane przez nieubłagany czas, osamotnionych gotycko-weneckich pałaców czy łukowatych bram w zachowanych murach obronnych, w wieżach strażniczych tego miasta - wspomnienia. 
A co się uda ocalić od zapomnienia, niech będzie odbudowane i ofiarowane następnym pokoleniom ludzi – miłośników piękna, historii i świata. Niech pamiętają, że tu - było kiedyś miasto...! 


Lipiec 2018r                                                                 Ewa Utracka

                                        Mury obronne i wieże Starego Baru
   
                                                             Brama miejska
                                        
                                            Nad wejściem - wenecki "Lew św.Marka"
   
                        W bramie ustawiono prasę do wytłaczania oliwy z oliwek
   
                 Stary Bar - miasto zrujnowane przez trzęsienie Ziemi, opuszczone...
   
                                                        Ulica w Starym Barze
   
                                         Pozostałości miejskiej zabudowy
   
                                Muzeum w Starym Barze - fragmenty kamieniarki
   
                                           Przedmioty codziennego użytku
   
                                         Eksponaty muzealne ze średniowiecza
   
                                 Stary Bar - rozległe stanowisko archeologiczne
   
                                               Pozostałości Starego Baru
   
                                             Ulica i jedna z bram miejskich
   
                                                       Kościół przy bramie
   
                                                      Zniszczony klasztor
   
                                                  Średniowieczna świątynia
   
                                                 Pałac - siedziba biskupów
   
                                                                  Stary Bar
   
                                                    Wieża zegarowa z 1752r
   
                                                      Średniowieczny kościół
   
                                              Kościół św. Weneranda (XIVw)
   
                                                      Ruiny Starego Baru
   
                             Tablica info dotycząca historii i zabudowy miejsca
   
     Miejsce katedry św.Jerzego z XIIw, późniejszego meczetu Achmeda i towarzyszącej zabudowy; zniszczenia spowodowane ostrzałem artylerii z czasów wojny wyzwoleńczej (1881r}
   
                                     Ocalała cytadela i budynki z jej otoczenia
   
                                                      Droga do cytadeli
   
                                                  Zabudowa otoczenia cytadeli
   
                                                  Widok na obecne miasto Bar
   
                                             Widok na port i Morze Adriatyckie
   
                                 Wieża zegarowa i aktualne prace rekonstrukcyjne
   
                                            Ocalały kościół św.Weneranda
   
                                                 Wnętrze łaźni miejskiej
   
                                                        Miejsce do kąpieli
   
                                                   Rura grzewcza w łaźni
   
                             Zakątek Starego Baru z widokiem na cytadelę i pałac
   
                                                       Zakątek Starego Baru
   
                                                Amfiteatr w Starym Barze
   
                                                         Brama miejska
   
                                          Odnowiony meczet na przeciw bramy
   
                                                     Miasteczko Stary Bar
   
                                     Jedna z uliczek Starego Baru, pod murami
   
                                                       Żegnaj, stary grodzie!


   fot. Ewa Utracka

                 





niedziela, 20 maja 2018

MAŁE JEST CUDNE



 
                                                                   Góry Pirin
   
                                                Najbliższe okolice Melnika
   
                                  Widok na miasto i słynne Piramidy Melnickie



                    MELNIK - MIASTO-MINIATURA


                 Krótka podróż z Riły doliną rzeki Strumy – i już autokar, którym podróżowałam opuścił drogę ku granicy z Grecją. Jadąc w stronę gór Pirin patrzyłam na winnice i zielone wzgórza kończące się jasnymi, piaskowcowymi urwiskami. Na takim tle zobaczyłam pierwsze domy wśród ogrodów. Autokar zatrzymał się w zielonym cieniu parku, a mnie przywitał wielki pomnik wojownika, Jane Sandanskiego, bohatera walk o wolność tych stron, wynurzający się spośród drzew. Byłam w Melniku, mieście położonym w tzw Macedonii Piryńskiej, dziś w granicach Bułgarii, w jej pd-zach, bodajże najcieplejszym zakątku. 
Główna ulica Melnika wiodła wzdłuż niewielkiej rzeki Melniszki. To ona pracowicie "wyrzeźbiła" w tutejszych piaskowcach plioceńskich "wygodne" łożysko, a słońce, wiatr, opady i zróżnicowane temperatury nadały występującym tu skałom fantastyczne kształty, tworząc też liczne urwiska i piramidy w brzegach wąwozu.To dogodne z racji nasłonecznienia i osłony od wiatrów miejsce zasiedlały kolejne gromady ludzkie. 
Ok. VIw pne dolinę Melniszki zamieszkiwało jedno z plemion trackich. Paręset lat później, w Iw pne przybyli tu Rzymianie, a na targu niewolników w mieście Capua, w rzymskiej Kampanii, pojawił się niewolnik, Trak, doskonały szermierz, potem nauczyciel w szkole gladiatorów, imieniem Spartakus. W ciągu kilku lat słynny już Spartakus stanął na czele zorganizowanego, najgroźniejszego dla Imperium Romanum powstania niewolników i najbiedniejszych obywateli. Historia Rzymu wspomina o nim pod datą 73 – 71r pne. Spartakus poległ w bitwie w 71r pne, zakończonej klęską powstańców, po czym 6000 jeńców legioniści Marka Krassusa ukrzyżowali wzdłuż drogi do Rzymu. Losy wodza powstania niewolników z barwnym życiem starorzymskiego miasta w tle, przedstawił serial pt "Krew i piach". No i proszę! oto Traka Spartakusa tutejsi spryciarze wywodzą z osady Melnik! " Czy to bajka, czy nie bajka, mówcie sobie, jak tam chcecie...", bo choć dziś trudno to potwierdzić, jednak stał się skutecznym "wabikiem" dla turystów.
W okresie średniowiecza Melnik był miejscem odosobnienia "niewygodnych"dla bazyleusów bizantyjskich członków rodzin panujących.
W łagodnym klimacie okolic miasta dojrzewały uprawy winorośli owocujące produkcją doskonałych win, a Rzymianie, później Grecy bizantyjscy i carowie bułgarscy wina sobie nie żałowali. Rozwój, a co za tym idzie bogactwo przyniósł Melnikowi XIIw. Miasto posiadało wiele świątyń, domów bogatych ludzi i fortecę zbudowaną przez carzyka Aleksego Sława; jednak jego panowanie trwało krótko, bowiem miasto zajęli Bułgarzy, fortecę zdobyli, a despotę zabili. Zmiana władzy i przynależności nie przeszkodziła jednak dalszemu rozwojowi Melnika, doceniano bowiem smak i aromat jego win i wielu innych wyrobów, głównie spożywczych, co wpływało korzystnie na handel i bogacenie się jego obywateli. W szczytowym okresie powodzenia miasto liczyło sobie paredziesiąt tysięcy mieszkańców (mówi się, że nawet ponad 20 tysięcy) i ok.50- ciu cerkwi.
Z końcem XIVw. na Bałkny, a więc i do Melnika dotarli Turcy osmańscy i zaprowadzili swoją administrację, co spowodowało zubożenie społeczeństwa i upadek miasta, dotychczas ważnego ośrodka handlowego regionu czyli utratę jego znaczenia i odpływ znacznej części mieszkańców. Melnik stał się prowincjonalną, biedną, małą mieściną.
Nastał wiek XVII, kiedy państwo osmańskie zaczęło politycznie słabnąć; jednocześnie ościenne prowincje "przypomniały" sobie walory win melnickich i wówczas wiele rodzin, głównie greckich bardzo się wzbogaciło. Do najbogatszych należała rodzina kupca Kordopulosa (Kordopułowa), która w XVIIIw na produkcji i handlu winem dorobiła się wielkiej fortuny. Wieki XVII i XVIII to okres Bułgarskiego Odrodzenia. Koniec XIXw przyniósł wyzwolenie Bułgarii; potem zaczęły się wojny bałkańskie, I i II wojna światowa, w wyniku których Melnik i jego okolice znalazł się w granicach Bułgarii. Nastąpił exodus ludności greckiej, tureckiej, przybyło trochę rodzin bułgarskich. Liczba mieszkańców po zakończeniu wojen, w II połowie XXw w wyniku migracji do uprzemysłowionych miast, do stolicy, potem zaś za granice za pracą i chlebem, na Zachód Europy, bezprzykładnie zmalała. W tych niespokojnych czasach domy i świątynie ulegały zniszczeniom wojennym i pożarom. Miasto "zmalało", prawie się wyludniło. Dziś Melnik liczy sobie niespełna 200 mieszkańców, stał się miastem – miniaturą,o starodawnej zabudowie i układzie ulic lecz wcześniej, w 1968r zyskał status miasta – muzeum. 
                                       Domy Melnika na podmurówkach

W czerwcowe popołudnie szłam pośród różnojęzycznych grup turystów "główną", właściwie jedyną "ulicą", kiedyś utwardzoną, teraz nieco wyboistą drogą wzdłuż kanału burzowego, odprowadzającego wodę opadową do pobliskiej Melniszki i rozglądałam się z prawdziwą ciekawością. 
                                                    Główna ulica Melnika

Domy mieszkalne, pensjonaty, restauracje, karczmy z tradycyjnym jedzeniem, hoteliki, sklepy z winem, miodem, z konfiturami z róży, cerkwie, tonęły w zieleni i w kwiatach, "wspinały się" na wzniesienia, jeden ponad drugim, wzdłuż ciasnych uliczek, pod piaskowcowe urwiska, ściany i skalne piramidy miejscami zdobne w zieleń i grupy sosen, miejscami nagie...Mój spacer odbywał się trochę w historię powiązaną z miejscową tradycyjną architekturą o wyraźnie wschodnich wpływach, z uprawą winorośli, produkcją wina i delikatnych olejków, różnych pachnideł i kosmetyków na bazie róż. Idąc obserwowałam ten sposób zabudowy: wiekowe podmurówki, białe fasady starych domów z ciemnobrązowymi, drewnianymi ramami okien i takimi samymi podprzybitkami, bądź nowe, 1 – 2 kondygnacyjne, utrzymane w obowiązującym tu stylu, a wszystkie pokryte ceramicznymi dachówkami. Potem dowiedziałam się, że przeważająca większość jego zabudowań to domy zabytkowe.
                                         Cerkiew pw. św. Antoniego; XVIIIw

Przy drodze zauważyłam niewielką cerkiew św. Antoniego z XVIIIw, do której przyprowadzano osoby chore psychicznie, które przywiązywano do słupa wewnątrz świątyni wierząc w ich uzdrowienie poprzez modlitwy. 
                                      Siedziba tureckiego gubernatora; XVIw

Dalej, po przeciwnej stronie drogi ujrzałam okazałą XVI-wieczną, opustoszałą siedzibę urzędnika tureckiej administracji. 
                                      Ściany Domu Bizantyjskiego, XIIIw

Na wzniesieniu ponad drogą było widać mury Domu Bizantyjskiego z XIIIw, który wg tubylców zamieszkiwano jeszcze w początku XXw, dopóki działania wojenne nie uczyniły go niezdatnym do dalszego użytkowania. Dotąd jest uważany za najstarszy dom na Bałkanach. Po drodze minęłam oryginalny hotel wśród róż i dekoracji przy wejściu – obiekt zabytkowy – na tle piaskowcowych piramid melnickich. 
              Zabytkowe domy o tradycyjnej architekturze; w tle Piramidy Melnickie
   
                                            Melnik - miasto w wąwozie
   
                                                 Miasto - muzeum od 1968r

                                      Hotele w zabytkowych obiektach
   
               W zboczach wąwozu, w którym leży miasto - urwiska i piramidy skalne

Celem wędrówki w popołudniowym skwarze był dom kupca Kordopułowa i jego rodziny. 
                                         Kordopułowa kaszta; poł.XVIIIw
   
                                       Pozostałości cerkwi św.Barbary; XIVw.

Z trudem, kamienistą ścieżką szliśmy ku okazałemu domostwu zatrzymując się wśród ruin XIV-wiecznego kościoła św.Barbary z maleńką kapliczką i ikoną Patronki, skąd był ładny widok na Melnik, drogę znikającą wśród wspaniałej zieleni i fantastyczne skały. Droga mogła nas doprowadzić do pozostałości murów i wież twierdzy despoty Aleksego, miejsca wspaniałych widoków, ale myśl o cienistym chłodzie i lampce orzeźwiającej "krwi słońca" doprowadziła nas do starego domu przytulonego do stoku. 
                           Przed domem kupca Kordopuła

Weszłam w progi siedziby – Kordopułowej kaszty, powstałej w połowie XVIIIw. Oprowadzała nas po nim stara kobieta ubrana w dostojną czerń, być może potomkini gospodarzy? Oglądałam wystrój – meble, kominki, dywany, sypialnię gospodarzy – urodziwych ludzi w sile wieku, pewnych siebie i dumnych z osiągniętego majątku; parę małżeńską przedstawiał portret malowany na szkle. 
                                                        Izba z kominkiem
   
                          Pokój reprezentacyjny: witraże w oknach, dekoracje
   
                                                Sypialnia gospodarzy
   
                                           Kominek i ozdobny sufit

Izba gościnna, a właściwie salon urządzony był na sposób turecki; okna zdobiły witraże, sufit był pięknie zdobiony. 
                                   "Salon" - w wystroju wpływy tureckie
   
                                         Portret Kordopułowa z żoną

Był i pokój do pracy, a w nim warsztat tkacki; na ścianach wisiała ówczesna, wytwarzana w domu odzież, podłogę zaścielały wzorzyste kilimy i kobierce wykonane w domu. 
                                                         Pokój do pracy

Wreszcie – źródło majątku rodziny – beczki z winem leżakujące w piwnicach połączonych korytarzami wydrążonymi w skale. 
                                             Beczki z winem w piwnicy
   
                                              Piwnice wydrążone w skale
   
                                                  Korytarz w podziemiu

Takie "naturalne", drążone w miękkiej skale piwnice można by znaleźć i w innych siedzibach kupieckich. 
                                                 Winiarnia; degustacja win

Na parterze i w przyziemiu była winiarnia, gdzie czekał poczęstunek – butelki z wyprodukowanym tu, w słonecznym Melniku, słynnym niegdyś w Europie winem. Kto miał ochotę, mógł nabyć butelkę tego trunku.Ja zadowoliłam się lampką ciemnoczerwonego wina, które miało delikatny smak, aromat i przezroczystość, a tajemnica jego produkcji była pilnie strzeżona i przekazywana z pokolenia na pokolenie. 
                                                  Widok na Melnik

Opuściłam progi chłodnej winiarni wychodząc na ciepło i światło popołudnia w tym uroczym miejscu. Wracałam tą samą drogą jednak zauważając to, co uprzednio nie zwróciło na siebie uwagi. 
                                              Zabytkowe domy u stóp skał

Cały czas towarzyszyły mi malownicze "Piramidy Melnickie" i stłoczone wśród zieleni, ograniczone ścianami kanionu zabudowania. 
                                                                   Melnik

              Muzeum miejskie w Melniku, w domu zwanym "Paszowa kaszta"
   
                                                         Kaszta melnicka

Zauważyłam miejskie muzeum w zabytkowym domu, przed dwustu laty należącym do arcybogatego Turka, zwanym "Paszowa kaszta", złożyłam krótką wizytę w sklepiku z wyrobami z płatków róży i na koniec miłej przechadzki usiadłam w cieniu rozłożystego platana, sędziwego, bo liczącego sobie ok. 800lat – świadka historii Melnika. 
               Prastary platan, 800-letni pomnik przyrody ; obwód pnia 8,7m

Ale cóż, platan był niemy, niczego na pniu nie wyryto; tylko jego potężne konary i gałęzie mogły sugerować lata powodzenia, nawet świetności miasta, o których się wspomina patrząc na jego pomniki i świątynie – cerkwie św. Mikołaja Cudotwórcy i św. Petki wyglądające spośród drzew. 
                             Na pożegnanie - klif białego piaskowca melnickiego

Z zadumą pożegnałam to miniaturowe miasto - ciekawe miejsce o osobliwej historii.

                                                                                                Ewa Utracka

 fot. Ewa Utracka